Dancing shoes dancing shoes oh oh!

Jeśli miałabym wskazać książkę, która bezdyskusyjnie wpłynęła na to jak po wielu latach zawirowań wygląda moje życie to byłyby to „Zaczarowane baletki” Noel Streatfeild (z 1936 roku!). Książka dla dzieci, którą przeczytałam dziesiątki razy – i wróciłam do niej z przyjemnością również teraz podczas pobytu w domu rodzinnym. Historia adoptowanych dziewczynek, spośród których jedna zostaje podrzucona przez podróżującą matkę-tancerkę z parą baletek (w kwestii kariery na szczęście przez te ponad 80 lat trochę się zmieniło ;)).
 
Nie wiem ile miałam lat jak dostałam książkę, pewnie około 8-9. Kochałam tę historię i bardzo chciałam tańczyć, choć sporo czasu zajęło mi wyartykułowanie tego, a jeszcze więcej znalezienie w sobie pozwolenia na to – ale to osobna historia.
 
No i te buty zaczarowane!
Serio, nie wiem w czym tkwi sekret, ale dzisiaj koleżanka, która zupełnie nie zajmuje się tańcem przymierzyła moje pointy i chyba nigdy nie widziałam u niej takiej radości połączonej z ekscytacją, a trochę już widziałam – jakimś cudem udało nam się kiedyś zaliczyć na studiach handel zagraniczny, rachunkowość, ekonometrię i kilka innych badziewi. 
Setki razy słyszałam, że buty do tańca są straszne. Najpierw są baletki, w których bolą pięty, potem straszne sneakery szybko zyskujące miano „kopyt” i zarzekanie, że NIGDY nie kupi się butów do tanców latino z jasnej satyny. Z kryształkami. I obcasem fler. Never!
A potem nagle siedzisz w sklepie, a wokół masz porozrzucane kilkanaście par satynowych butów. I choć są naprawdę straszne, chciałabyś wszystkie*.
 
Nie wiem o co chodzi z butami do tańca, ale przychodzi dzień, kiedy te najbrzydsze buty wydają się trochę ładniejsze, pointy przestają aż tak przerażać, a pani w sklepie mówi, że je odłoży na kilka dni, bo wie, że i tak po nie wrócisz (ponoć czyta to z oczu!). Czy technicznie tańczysz w nich lepiej? Zazwyczaj nie, a na pewno nie na początku, kiedy zmagasz się z uwierającym WSZYSTKIM. Jeśli chodzi o pointy to w ogóle trudno nazwać to, co w nich robisz przez pierwsze miesiące (albo i lata) tańcem…
Ale zakładasz wymarzone buty i masz jakieś +100 punktów do pewności siebie i motywacji, a stąd już niedaleka droga do efektów (dobra, znowu przesadziłam z tą pewnością siebie w pointach!)
 
 
*a i tak najbardziej lubię tańczyć boso!
Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

One Reply to “Dancing shoes dancing shoes oh oh!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *