Dobierzcie się w pary! – czyli jak zacząć tańczyć tańce w parach.

Wreszcie nadeszło lato. I tak jak myślałam zimą zmieniając mieszkanie i pracę, że jest ciężko, tak nie miałam pojęcia jak ciężko będzie wiosną, kiedy nie będę mogła tańczyć! Ale już, już, noga praktycznie naprawiona, walczę o jej sprawność i wracam do tańczenia. Niestety cały czas powoli, bo większe szaleństwo kończy się kilkudniową przerwą z powodu przeciążenia. Mam nadzieję, że temat kontuzji za kilka tygodni będzie całkowicie zamknięty. 
 
Ale skoro nadeszło lato, to nadeszły też wakacje – również w szkołach tańca. Taneczne wakacje jednak ograniczają się najczęściej do zmiany grafiku, nie do zawieszenia działalności szkół. I lato to świetna okazja, żeby zacząć tańczyć ze względu na dużo nowych kursów, o czym będzie tu na blogu już niebawem. 
 
U mnie temat tańca wałkowany jest jakieś 90% czasu, więc moje otoczenie czy chce, czy nie chce – musi słuchać. Efekty są, bo co jakiś czas ktoś mówi „w sumie też bym poszła na jakieś tańce…” i wtedy moja odpowiedzią jest „idź na salsę!„. Nie dlatego, że uważam, że to najlepszy styl tańca (jest wiele, które lubię bardziej), ale dlatego, że to według mnie najłagodniejszy i najfajniejszy początek przygody z tańcem. A jak już zrobi się pierwszy krok, a raczej kroki, to można szaleć z innymi stylami do woli 🙂
 
Czemu salsa jest dobrym wyborem na początek?
  • jest powszechnie dostępna.
  • właściwie wszystkie szkoły tańca uczące salsy współpracują z Multisportem, OkSystemem i innym partnerami, dzięki czemu dla wielu osób nie wiąże się to z dodatkowymi kosztami lub są one symboliczne.
  • jest łatwa, przynajmniej na tym początkującym poziomie.
  • jest energiczna i wesoła.
  • jest popularna, co przekłada się na występy, imprezy, festiwale, wyjazdy salsowe (majówki, czerwcówki, wakacje, sylwestry, narto-tańce…).
  • ma bardzo dużą społeczność w Polsce, dzięki czemu możesz zbudować sobie nowe grono znajomych i spędzać z nimi czas (nie masz prawa mówić, że nie masz gdzie poznać nowych ludzi, jeśli tańczysz salsę!).
  • ma bardzo społeczny wymiar i chodząc regularnie na kurs, a potem na imprezy poznasz dużo fajnych ludzi, którzy mogą się przydać również w życiu zawodowym – salsę tańczą przedstawiciele KAŻDEGO zawodu.
  • nie potrzebujesz nic specjalnego, żeby zacząć ją tańczyć – spokojnie możesz przyjść na zajęcia w dżinsach i zwykłych trampkach.
  • nie potrzebujesz partnera, żeby ją tańczyć!
 
I przy tym ostatnim punkcie się zatrzymam… 
Wiem, że nie wszyscy wiedzą jak wyglądają w Polsce lekcje salsy/bachaty/kizomby i innych tego typu tańców, więc wyjaśniam. Z pewnością mogą znaleźć się szkoły, w których lekcja wygląda inaczej, ale to co piszę spokojnie tyczy się jakichś 95% szkół.
Zajęcia w parach na poziomie początkującym rozpoczynają się rozgrzewką, podczas której tańczy się kroki solowe – najczęściej po prostu naśladuje instruktorów. Czasami jest to rozgrzewka ogólnorozwojowa i będziemy machać ramionami i robić przysiady, ale zdecydowanie częściej będzie oparta na kroku podstawowym salsy, bachaty czy innego tańca, na który przyszliśmy. Po rozgrzewce pada hasło „dobierzcie się w pary” i po prostu – dobieramy się w pary, najczęściej chwytając pierwszą wolną osobę płci przeciwnej, która stoi koło nas. Jeśli proporcja nie jest równa i zostanie kilka wolnych partnerek lub partnerów to nie ma co się martwić, należy się ustawić po prostu pomiędzy parami i nie zbijać w grupkę wolnych elektronów… Czemu? A bo w większości szkół co 2-3 minuty pada hasło „ZMIANA W PARACH!” i partnerzy zgodnie z ruchem wskazówek zegara przechodzą do następnej partnerki. Dzięki temu każdy tańczy z każdą, a ewentualne osoby bez pary nie tracą zajęć stojąc bezczynnie, bo za chwilę mają partnera. Skupienie się w grupce osób bez partnera gwarantuje kilka takich kolejek zmian partnerów przedreptanych nadal solo, więc warto mieć oczy dookoła głowy 🙂
 
A co jeśli to właśnie ta „zmiana w parach” nas przeraża…?
To trzeba z zaciśniętymi zębami iść na pierwsze zajęcia i ten strach po prostu przełamać. Z doświadczeń wiem, że ciężkie są przede wszystkim pierwsze zajęcia, kiedy trudno sobie wyobrazić, że trzeba tańczyć z tyloma obcymi ludźmi. Naprawdę ten dyskomfort szybko znika! I naprawdę po tych pierwszych zajęciach wychodzi się z okrzykiem na ustach „ojaaa, ale było fajnie!” i sprawdza grafiki szkół, żeby móc chodzić częściej. W kwestii zmiany partnerów na zajęciach zdecydowanie wyobrażenie o tym jak krępujące to może być jest o wiele większe niż to, jak potem rzeczywiście jest na zajęciach. A najczęściej jest po prostu zabawnie.
 
Z tańczeniem w parach wiążą się różne inne dylematy: przede wszystkim buty – ile, ile, ile, może jeszcze te? 😀 ale też dotyczące tańczenia z kimś – czy można kogoś poprawiać i w jakim zakresie? Czy można odmówić komuś tańca? Czy ona tylko ze mną tańczy czy już mnie podrywa? Ale te dylematy nie są ważne na początku tańczenia, bo na początku tańczenia ważne jest po prostu tańczenie!
 
Zachęcam, żeby wykorzystać wakacyjne zajęcia w różnych szkołach i znaleźć taką, w której będzie się chciało kontynuować naukę również jak skończy się lato. Szkół w większych miastach jest dużo i można eksperymentować, ja mieszkańcom Warszawy śmiało mogę polecić szkołę Abra Studio, w której w lipcu również pojawiają się nowe kursy od podstaw, warto zajrzeć!
Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *