Fak rak, czyli co zrobić, żeby nie zachorować na raka.

Dzisiaj z zupełnie innej beczki. Rak. Jak wiecie lub nie wiecie, kilka lat temu zachorowałam na nowotwór złośliwy. Przeszłam bardzo ciężkie leczenie i oto jestem – zdrowa i mądrzejsza o jakieś milion procent. Przez te kilka lat miałam okazję poznać historie setek osób, które zachorowały na raka, przeczytałam na ten temat dziesiątki książek, wywiadów, artykułów. Przestudiowałam również kilkanaście książek naukowych z zakresu onkologii… Wszystko po to, żeby zrozumieć moją własną historię i móc Wam powiedzieć jak ustrzec się przed rakiem.

I mam dla Was jedną odpowiedź – nie ma żadnej rzeczy, którą możecie zrobić, żeby nigdy nie zachorować na raka.

To nie jest ani optymistyczna wiadomość, ani wbrew pozorom pesymistyczna.

Optymistyczna nie jest ze względów oczywistych – każdy chciałby mieć wypunktowane trzy rzeczy, po zrobieniu których będzie bezpieczny, będzie mógł spać spokojnie wiedząc, że oddziały onkologiczne to nigdy nie będzie miejsce, które będzie musiał regularnie odwiedzać. Rzeczywiście, tak byłoby łatwiej. Ale tak nie jest.

I dlatego też ta wiadomość nie jest wcale pesymistyczna. Jeśli nie możesz zrobić rzeczy, która sprawi, że nigdy nie zachorujesz, to tak naprawdę nie musisz się o to martwić, bo to nie jest zależne od Ciebie. Nie masz teraz  możliwości żyć w warunkach, w których do zera wyeliminowane są czynniki rakotwórcze i nigdy nie będziesz miał takiej możliwości. Oczywiście, że te czynniki rzeczywiście wpływają na rozwój nowotworu, ale patrząc na to rozsądnie – gdyby to był ten jedyny element, który wpływa na rozwój choroby, gdyby to rzeczywiście zależało od liczby wypalonych papierosów czy zjedzonych pomidorów modyfikowanych genetycznie to właściwie nie powinno być dzieci chorych na nowotwory, ba! nie powinno być dzieci, które rodzą się z nowotworami. 

Nie chcę być źle zrozumiana – oczywiście, że palenie papierosów, nadużywanie alkoholu, spożywanie ogromnej ilości cukru i tłuszczu, ryzykowne zachowania seksualne, wdychanie smogu, jedzenie nadpsutych warzyw i wiele innych czynników przyspiesza rozwój nowotworu, ale patrząc na to zupełnie trzeźwo – ile znasz osób, które narażone są na te czynniki, a nie chorują na raka? No właśnie. Na te rzeczy narażeni jesteśmy wszyscy. Co więcej, każdy z nas nosi w sobie pojedyncze komórki nowotworowe, z których może rozwinąć się choroba. Tylko ta długo, jak nasz układ odporności pracuje prawidłowo, ta długo pozbywa się ich na bieżąco nie pozwalając na rozwój raka. Problem pojawia się wtedy, kiedy układ odporności odmawia posłuszeństwa. Więc może zamiast skupiać swoją uwagę na strachu i myśleć jak czegoś uniknąć warto spojrzeć na to z drugiej strony – jak WZMOCNIĆ to, co już mamy?

Ograniczenie używek, odpowiednia ilość snu, aktywność fizyczna i zbilansowane pożywienie to elementy, które pozwolą nam cieszyć się prawidłowo działająca odpornością. Chociaż w kwestii odporności niezwykle ważna jest głowa, a raczej to, co myśli. Prawdopodobnie każdy z nas doświadczył częstszych infekcji i gorszej formy w sytuacjach, kiedy stres towarzyszył mu częściej niż powinien. Badania dowodzą również, że u osób o pewnych cechach charakteru nowotwór (lub potocznie: rak)  rozwija się częściej niż u innych – te cechy to nadwrażliwość, skłonność do przejmowania się i wyolbrzymiania, poczucie odpowiedzialności za życie, los i wybory osób z rodziny, ale również nieco dalszych znajomych. To nie jest tak, że osobowość wpływa na rozwój raka, ale pewne cechy osobowości mogą mieć związek ze wzrostem ilości chociażby hormonu stresu, który już bezpośrednio wpływa na zawirowania w układzie odporności, a stąd niedługa droga do osłabienia tego układu. Dlatego uważam, że dbanie o prawidłowe funkcjonowanie naszej głowy jest niezwykle ważne zarówno z punktu widzenia komfortu w codziennym życiu, jak i z punktu widzenia wzmacniania odporności, która ma walczyć z naprawdę ciężkimi rzeczami.

Kiedy ktoś pyta mnie co może zrobić, żeby ustrzec się przed nowotworem – lub co ja bym zmieniła w swoim zachowaniu x lat temu, żeby nie zachorować, to odpowiadam, że NIC. Możesz minimalizować ryzyko zachorowania, ale nie możesz całkowicie ustrzec się przed chorobą. Oczywiście, że palenie papierosów powoduje raka i choroby płuc, ale ja nie paliłam papierosów i nie zachorowałam na raka płuc – zachorowałam na inny typ nowotworu. Ascetyczne życie o wodzie i ryżu nie uwolni Cię ryzyka zachorowania i uważam, że nie powinno się wprowadzać terroru zdrowego życia, bo jest to tak naprawdę rezygnowanie z przyjemności życia tu i teraz w imię… niczego. Znam bogatych i biednych chorych na raka, znam również tych pomiędzy. Grubych, chudych, młodych, starych, sportowców i osoby siedzące na kanapie. Znam wierzących i niewierzących, hetero i homo, bezdzietnych i mających potomstwo. Znam też całkowicie zdrowe osoby uzależnione od wielu używek, których moralność pozostawia wiele do życzenia.

Szczęśliwe życie nie da Ci 100% gwarancji, że nie zachorujesz na raka, ale nieszczęśliwe życie też Ci jej nie da. Wiem, że dla wielu osób podejście „będzie co ma być” jest ciężkie do przełknięcia, dla mnie również było, ale w tej kwestii wydaje mi się najrozsądniejsze. Mam nadzieję, że z tego posta jasno wybrzmiewa, że popieram zdrowe nawyki i odradzam popadanie w różnego rodzaju nałogi – sama nie palę, nie piję alkoholu, jestem bardzo aktywna fizycznie, chcę po prostu powiedzieć, że cokolwiek się wydarzy z Twoim zdrowiem, to nie jest Twoja wina. I chyba w kwestii zdrowia, i odporności, i spokojnej głowy, i szczęśliwego życia hołduję powiedzeniu „wszystko jest dla ludzi” (oczywiście z umiarem).

O samym chorowaniu pewnie kiedyś napiszę, choć nie wiem jeszcze jak to ładnie ująć, bo mam w sobie dość hm… sprzeczne myśli: „to było piekło” i „nie jest tak źle, da się przeżyć”. Jak wpadnę na pomysł jak to zgrać, żeby zostać dobrze zrozumianą, to napiszę taki post. Bo teraz chciałabym jeszcze podkreślić jak kolosalną wagę dla zachowania zdrowia mają badania profilaktyczne. Morfologia krwi (polecam dopłacenie kilku złotych, żeby w laboratorium wykonali coś, co nazywa się „rozmaz ręczny”) i badania ginekologiczne to podstawa. Ale ogromnie ważne jest badanie wszystkiego, co Wam dokucza. Jeśli boli Was brzuch, głowa, ucho, palec u nogi – należy to zbadać i należy drążyć ta długo aż padnie jakaś diagnoza i zostanie wprowadzone skuteczne leczenie. Jeśli zastosowane leczenie nie przyniosło efektu to nie wolno machnąć na to ręką i powiedzieć „eee tam, nie pomogło, szkoda pieniędzy” – nie pomogło, bo prawdopodobnie lek nie był odpowiednio dobrany do diagnozy, a możliwe również, że diagnoza nie została dobrze postawiona. W większości Waszych medycznych przypadków na szczęście okaże się, że to infekcja lub inne niegroźne schorzenie, ale  szczerze mówiąc to Wy odpowiadacie za to, żeby ewentualna groźna choroba została u Was jak najszybciej zdiagnozowana. Chciałabym, żebyście zapamiętali jedną rzecz – jeśli coś Was boli, jeśli jest Wam słabo lub w jakikolwiek sposób niedobrze, to po prostu coś Wam dolega i nie możecie pozwolić na to, żeby jakiś mało empatyczny lekarz wmówił Wam, że to Wasza psychika i należy iść do psychiatry. Tak, w jakimś niewielkim procencie przypadków to jest psychika i warto tam pogrzebać, ale jednak rosnącego w brzuchu guza psychiatra Wam nie wyleczy.

I na koniec po co to w ogóle piszę… Jestem teraz ostatnią osobą w kolejce do onkocelebrytów. Nie zamierzam budować mojego sukcesu w życiu na raku. Ale… nigdy nie zapomnę uczucia po otrzymaniu diagnozy, kiedy ani w Internecie ani w moim otoczeniu nie było nikogo w wieku do 35 lat, kto mierzy lub mierzył się z nowotworem. Nie zapomnę też moich poszukiwań osób, które skończyły leczenie i normalnie żyją. Takich historii w Internecie praktycznie nie ma – nie dlatego, że nie ma ich w ogóle! Są, są! I doskonale rozumiem te osoby, które chcą normalnie żyć i nigdy nie wracać do tego tematu. Nie wszystkim udaje się wyzdrowieć. Ale jestem żyjącym, chodzącym i tańczącym przykładem na to, że leczenie onkologiczne ma sens, a chcę zaznaczyć, że wyleczona zostałam lekami generację starszymi niż te, które można dostać teraz. 

Podsumowując, nie możesz całkowicie zapobiec raku, możesz zminimalizować ryzyko zachorowania na niego. Możesz również cieszyć się na maxa szczęśliwym życiem każdego dnia, bo to najlepsze, co możesz zrobić ze swoim życiem. Na Tobie spoczywa odpowiedzialność za podejmowanie prób wyjaśnienia Twoich dolegliwości i na Tobie spoczywa odpowiedzialność za wybór lekarza i ewentualną zmianę lekarza. Należy reagować na wszystkie dolegliwości utrzymujące się dłużej niż kilka dni lub często powracające i nie należy z tym zwlekać – jeśli żyjesz szczęśliwie to Tobie powinno zależeć, żeby jak najszybciej to zdiagnozować i wprowadzić leczenie. Bez względu na to czy diagnoza jest łagodna czy raczej to najcięższy kaliber – MUSISZ ufać nauce medycyny akademickiej, czyli tej stosowanej w szpitalach. Oglądaj w wiadomościach doniesienia o złych lekarzach i nieprawidłowościach w systemie, ale pamiętaj, że bez względu na to jak straszna jest to historia, jeśli coś Ci dolega nie masz innego rozsądnego wyboru. Zioła i specjalne pseudo-lecznicze lampy stosowane w domu to nie jest rozsądny wybór. Medycyna akademicka nie jest Twoim wyborem, to powinna być dla Ciebie oczywistość, ale Twoim wyborem jest miejsce leczenia oraz osoba, która Cię leczy – i na każdym etapie leczenia masz prawo do zmiany tego wyboru. 

Na zdjęciu ja w trakcie sesji zdjęciowej dla Fundacji Rak’n’Roll. 2009 rok. Zrobiła Monika Z.

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *