Mniej mówcie, więcej tańczcie. Czyli o tym, że ludzie potrafią mówić i robić przykre rzeczy.

Siedzę nad otwartym edytorem, patrzę na migający kursor i zastanawiam się co napisać… i jak to wyrazić. Piszę, kasuję, piszę, kasuję…

Jestem tu tylko dlatego, że po bardzo długim czasie udało mi się iść w tym tygodniu na dwa treningi salsy. A salsa to dla mnie taki ekspresowy przegląd mojego życia. Tego, gdzie byłam 10 lat temu, przez co przeszłam, gdzie jestem dziś. 

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zmusiłam się do obrony magisterki, której nigdy nie chciałam obronić na studiach, których szczerze nienawidziłam. Zobaczyłam siebie tkwiąca w sytuacji, z której nie ma innego wyjścia niż właśnie wyjście i słuchającą złotych rad o tym, że nie można uciekać. Jestem w tym również ja, która z uśmiechem na ustach słucha opinii na swój temat, o które nigdy nie prosiła i które są straszne, i jedyne na co mnie stać to „no nie no, okeeej, spoko…”. Przez te kilka tygodni usłyszałam, że przesadzam, nadinterpretuję, że przecież to nie taka wielka sprawa i o co mi chodzi, że jestem niedojrzała, że nie można uciekać, że trzeba walczyć o swoje, że na pewno chodzi mi o coś innego niż to, co mówię, żebym się przyznała, że czas dorosnąć. Że błędy w moich rysunkach są fatalne, a nawet jak tańczę to muszę zadeklarować co, bo nie można tak trochę tego, trochę tamtego. Każdy wie najlepiej co dla mnie dobre i jaka jestem. 

Kasia-tchórz. Kasia-słaba. Kasia-histeryczka. Patrząc na moją historię nigdy bym tak o sobie nie powiedziała, ale pozwalam innym mówić mi takie rzeczy.

Potrzeba salsy, żebym zobaczyła ostatnie 10 lat. Po pierwszej przestaję się godzić z tym, co mówią mi ludzie i jak mnie czasami traktują. Po drugiej zaczynam czuć, ze wracam do siebie. Po wstrząsie i karetce kilka dni później zostaje mi już tylko poczucie winy, że się na to wszystko zgadzam.

Szczerze mówiąc nie rozumiem reguł rządzących światem i ludźmi. Nie wiem czemu bardziej cenione jest tkwienie w beznadziejnej sytuacji niż odważne wycofanie się z niej. Nie rozumiem ludzi, którzy niepytani rzucają Ci w twarz swoje niemiłe opinie, mimo że Ty nic im nie zrobiłeś. Nie wiem jakim prawem ktoś uważa, że może Ci powiedzieć że nadintepretujesz i przesadzasz w swoich emocjach. Zawsze sądziłam, że emocje, które odczuwasz takie właśnie po prostu są, ale chyba istnieje jakaś obiektywna znana wszystkim z wyjątkiem mnie skala i na jej podstawie można komuś powiedzieć, że odczuł coś za bardzo. Trochę zastanawiam się kto wymyślił, że oznaką dojrzałości jest to uszlachetniające cierpienie. Mam wrażenie, że trochę cierpienia w życiu doświadczyłam i no nie wiem, może nie przyglądałam się dość mocno, bo żadnej szlachetności tam nie widziałam. Nie wiem też kiedy tylu ludzi dało radę pokończyć szkoły psychoterapii, że tak swobodnie analizują przyczyny moich zachowań i śmiało zaprzeczają temu, co o sobie mówię. I naprawdę nie mam pojęcia skąd się bierze to całe walczenie o siebie, najczęściej rozumiane jako kłótliwe i głośne zaprzeczanie wszystkiemu, nie wiem gdzie tego uczą. 

Analizując wszystkie przykre sytuacje, jakie mnie spotkały wiem, że choć nie jestem święta, ja jako dorosła osoba nie zachowałam się analogicznie wobec innych. I to jest ta dobra wiadomość. Ale choć do depresji jest mi bardzo daleko, o myślach samobójczych w tej chwili nic nie wiem, to jednak po tym wszystkim dusząc się i czekając na karetkę, łapiąc myśl, że kolejny raz może się nie udać, moje własne przemijanie nie robi na mnie żadnego wrażenia.

Ten wpis nie ma być o tym jak źli są ludzie. Wierzę, że nie są, choć wiele nie rozumiem. Chciałabym tylko powiedzieć Wam wszystkim, że to Wy najlepiej wiecie jaka jest prawda o Was i proszę, nie przyjmujcie od innych tego, co chcą Wam wcisnąć. Nie musicie głośno krzyczeć i protestować, żeby nie przyjąć tego shitowego prezentu od nich, tych wszystkich świętych prawd. Wasza myśl „nie zgadzam się, to nieprawda” patrząc przez tramwajowe okno wystarczy, żeby ocalić siebie. Ja o tym zapomniałam, a zapominać nie warto, bo kiedy pozwolicie innym robić sobie krzywdę, w jakimkolwiek sensie, to zdejmiecie z nich połowę ciężaru przemocy i zanim się obejrzycie sami będziecie metaforycznie grzebać w sobie nożem, a przyziemnie – kulić się z niewyjaśnionym bólem brzucha. 

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *