Z sierocińca do krainy pełnej marshmallow, czyli reinterpretacja baletu „Dziadek do orzechów” Matthew Bourne’a.

Wszyscy, którzy mają cokolwiek wspólnego z tańcem klasycznym zostali już zbombardowani „Dziadkiem do orzechów”, który jest pozycją obowiazkową w zimowym repertuarze zespołów baletowych. Instagram pęka od zdjęć z tego baletu, na blogach pojawiają się kolejne wpisy, więc i ja postanowiłam napisać kilka zdań na temat tego baletu, choć w nieco innym wydaniu… 🙂 Mowa dziś będzie o reinterpretacji baletu „Dziadek do orzechów” autorstwa Matthew Bourne’a. Nie będzie to recenzja, nie zamierzam też szczegółowo opisywać akcji, moim celem jest raczej zachęcenie Was do zerknięcia na tę propozycję.

balet dziadek do orzechów

Czym właściwie jest reinterpretacja baletowa? Upraszczając to stworzenie na nowo znanego baletu umieszczając go w nieco innym kontekście. Celem reinterpretacji jest nadanie baletowi nieco bardziej współczesnego wymiaru, zwrócenie uwagi na to jak przewrotnie można interpretować niektóre symbole. Niekwestionowanym mistrzem reinterpretacji jest właśnie Matthew Bourne i większość z Was miała już z nim styczność, choć pewnie nieświadomie – w filmie „Billy Elliot” w finałowej scenie ojciec i brat głównego bohatera przychodzą do teatru zobaczyć go właśnie w spektaklu „Swan Lake” Bourne’a, gdzie w łabędzie wcielają się wyłącznie mężczyźni – podlinkowuję Wam tu tę scenę 🙂 KLIK

Bourne w 1992 stworzył swoją pierwszą reinterpretację baletu klasycznego – był to właśnie „Dziadek do orzechów”, który w oryginalnej wersji swoją premierę miał w 1892 roku w Teatrze Marysjkim w choreografii Mariusa Petipy. Bourne pozostawił w swoim spektaklu oryginalną muzykę Czajkowskiego oraz podział na dwa akty – pierwszy o mocno zarysowanej fabule oraz drugi chwilami odrobinę wiejący nudą… czyli klasycznie 😀 Za to cała reszta…

Akcja dzieje się w sierocińcu, który jest szykowany i dekorowany przez dzieci na przyjście darczyńców, którzy finansują placówkę. Bohaterami są Klara, Matron i Dr.Doss, którzy twardą ręką zarządzają sierocińcem oraz ich dzieci – rozpieszczony Fritz i Sugar – oczywiście poza nimi mamy całą rzeszę innych postaci. Klara otrzymuje od darczyńców dziadka do orzechów, niestety po ich wyjściu Matron zabiera wszystkie zabawki, znikają również świąteczne dekoracje, a dzieci agresywnie zaganiane są do spania. Nocą Dziadek do orzechów ożywa, przemienia się w młodzieńca i wraz z Klarą przenoszą się do wyśnionej krainy (a właściwie dwóch), po której podróżują w drugim akcie.

No dobrze, ale po co robić takie reinterpretacje? – to pytanie nasuwa się samo. Sam Bourne uzasadnił powstanie tego spektaklu chęcią zrobienia baletu, który jest naprawdę familijny – zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców. Uważał, że klasyczny „Dziadek do orzechów” oglądany jest wyłącznie przez kobiety, które na nim dorastały i które czasami przymuszają do oglądania swoje córki, a mężczyźni w rodzinie są tym baletem zupełnie niezainteresowani. Jednak ta odpowiedź niezupełnie wyczerpuje temat, bo co więcej możemy znaleźć w tej reinterpretacji?

Przede wszystkim zupełnie inaczej ujęty problem świąt. Nie widzimy wystawnego przyjęcia, widzimy sierociniec, w którym dekoracje są wyłącznie na pokaz. Duch świąt jest tu tylko na pokaz, jest czymś, czym można handlować, żeby osiągnąć dla siebie większe zyski. Trochę to znamy z galerii handlowych i innych takich, prawda…? Widzimy tyranów o dyktatorskich zapędach, a przy daleko idącej interpretacji – być może również zapędach pedofilskich. Mamy przemoc, poniżanie i ograniczanie wolności. Wątek pierwszej fascynacji Klary młodzieńcem ma silny wydźwięk erotyczny – tańczy nie tylko roznegliżowany Dziadek, ale również jego zwielokrotnienie – a Klarze się to podoba. Choć Dziadek okazuje się potem dziadem i wybiera inną pannę, true story. W ogóle w wielu miejscach pojawia  się erotyczne nacechowanie ruchu, choć na tyle wyważone, że oglądające balet dzieci co najwyżej zachichoczą. Mamy pozytywne wątki miłości, odwagi do ruszenia w nieznane, realizacji marzeń. Tak naprawdę otrzymujemy zupełnie inny balet, z jednej strony odarty zupełnie z niewinności, a z drugiej strony w drugim akcie absolutnie przesłodzony i przerysowany. Dostajemy również sporo żartu i na przykład mi taki żart bardzo odpowiada. Nie ma powagi, choć tańczą o poważnych tematach.

Co należy ocenić jako lepsze – klasyczną wersję baletu czy reinterpretację? Według mnie to bardzo źle postawione pytanie. Klasyka jest klasyką, czymś niezbędnym, pierwszym, czasami przestarzałym, ale jednak czymś, co według mnie powinno być punktem wyjścia we współczesności. Z drugiej strony, mimo że estetyka reinterpretacji nie zawsze trafia w mój gust, są według mnie doskonałym odświeżeniem klasycznych baletów, przepuszczeniem ich przez filtr nowoczesności i jej problemy. Myślę, że obie wersje robią dobrą robotę istniejąc obok siebie i osobiście nie lubię tego wartościowania i dyskusji, co jest lepsze – tak długo, jak mogą istnieć obok siebie, tak długo ta dyskusja jest według mnie zbędna 🙂

Ale spektakl baletowy to nie tylko taniec i muzyka, to również cała oprawa: scenografia, kostiumy, oświetlenie… A w kwestii scenografii i kostiumów jest tu na co popatrzeć! Dla mnie cały pierwszy akt w warstwie wizualnej jest w punkt, lubię utrzymane w jednej kolorystce, ale trochę szalone scenografie i kostiumy.

Z kolei drugi akt dla osób, które zajmowały się projektowaniem musiał być nie lada wyzwaniem, ale też myślę, że czymś, o czym marzy każdy kostiumograf i scenograf. Tam jest WSZYSTKO. Są wielkie latające piórka, ogromne brokatowe usta, wielki tort… Są też piankowe dziewczyny (Marshmallow girls), które osobiście uwielbiam. (Zdjęcia: DVD Booklet).

Klasyczną wersję „Dziadka do orzechów” możecie zobaczyć teraz między innymi w Teatrze Wielkim w Warszawie w wykonaniu Polskiego Baletu Narodowego. Mi niestety w tym roku raczej już nie uda się na niego dotrzeć, ale jeśli wybieracie się, dajcie znać która wersja przypadła Wam do gustu bardziej! 🙂

Wersję Matthew Bourne’a wrzucam Wam tu – może przy okazji ktoś z Was rozwieje moje wątpliwości w kwestii prawnych aspektów udostępniania Wam linku do baletu? Mogę legalnie czy jest to nielegalnie, czy na granicy? Będę bardzo wdzięczna za pomoc w tej sprawie, bo mam pewne wątpliwości, a jestem bardzo pro legalna kultura.

Podrzucam również tekst o filmie „Mr.Gaga”, bo równie mocno zachęcam do obejrzenia!

 

dziadek do orzechów

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

7 Replies to “Z sierocińca do krainy pełnej marshmallow, czyli reinterpretacja baletu „Dziadek do orzechów” Matthew Bourne’a.

  1. WOW, jestem oczarowana recenzją. Bardzo chętnie bym zobaczyła na własne oczy taką sztukę. To zdecydowanie moje klimaty, moja mama tańczyła balet w młodości.. ja wybrałam judo 🙂

    1. Niestety w Polsce na żywo nie do obejrzenia, zostaje nam nagranie 🙂 Judo super, ale na spróbowanie baletu nigdy nie jest za późno!

  2. Bardzo ciekawa recenzja i zestawienie starej wersji z nowa. Chętnie obejrzałaby „Dziadka do orzechów” w nowej wersji,

    1. W poście jest podlinkowane nagranie, co prawda z dosyć dużym montażem wpływającym na interpretację, ale zawsze coś…:)

  3. Hej ludziska, Autorka podała link do wersji Bourne’a, także możecie ją zobaczyć 😛
    Jak dla mnie ten sierociniec wygląda jak jakiś psychiatryk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *