Jak zrobić szpagat – i czy NAPRAWDĘ muszę…?

Czas na… szpagat. W TAŃCU. Ten dopisek o tańcu jest tutaj bardzo ważny! 🙂 Dodatkowo dzisiaj na zdjęciach w poście gości moja absolutnie fantastyczna koleżanka Zuzia Dłużniewska, która szasta szpagatami na co dzień. Autorką zdjęć z sesji zdjęciowej jest Natalia Świdlicka. Ostatnio dużo osób szuka w internecie odpowiedzi na pytanie jak zrobić szpagat, a ja bym bardzo chciała, żeby najpierw te osoby odpowiedziały sobie na pytanie: po co. Bardzo namawiam do aktywności fizycznej, rozciągania, nawet tych szpagatów, ale nie zawsze są one dla nas najlepszą pozycją, jaką możemy sobie wymarzyć. 

Rozciąganie zdrowe czy niezdrowe?

Rozciąganie, stretching to super ważna sprawa. Nie, nie dla efektów i zdjęć na Instagramie, ale dla zdrowia. Są pewne normy elastyczności, które według mnie powinien spełniać każdy, a jeśli jeszcze ich nie spełnia – dążyć do nich. U dobrze rozciągniętych kobiet normą jest położenie dłoni na podłodze stojąc na wyprostowanych nogach i pochylając korpus do przodu, u dobrze rozciągniętych panów jest to dotknięcie podłogi końcami palców. Oczywiście każdy z nas ma inne predyspozycje, inne ciało, ale również inny tryb życia wpływający na nasze mięśnie, dlatego rozciąganie nie powinno być konkurencją o to kto szybciej i kto bardziej…

No i właśnie.

Z przerażeniem oglądam wszystkie informacje o szkołach tańca, które organizują kursy typu „szpagat w 6 tygodni” zapraszając osoby zupełnie początkujące, takie, które po 20 latach siedzenia na krześle mają wstać i przyjść na takie zajęcia. Z jeszcze większym przerażeniem czytam komentarze i odpowiedzi instruktorów prowadzących takie zajęcia, że jeśli ktoś nie zrobi tego szpagatu w 6 tygodni to jest to wyłącznie jego wina, bo widocznie nie chciał go zrobić aż tak bardzo i nie pracował na niego aż tak ciężko… Matkobosko, serio?!

To, że szpagat może zrobić prawie każdy jestem w stanie przyjąć. Z naciskiem na „prawie”. Bo  dużo osób ma problemy w obrębie miednicy, dolnych odcinków kręgosłupa, bioder, o których nawet nie ma pojęcia, a i instruktorzy stretchingu często nie mają wykształcenia z zakresu fizjoterapii. Czy taką osobę po iluś miesiącach pracy wsadzi się ten szpagat? No tak. Ale czy każdy, prawie każdy rzeczywiście powinien go wykonywać? Nie do końca rozumiem modę na wmawianie, że szpagat jest zdrowy i naturalny. Myślę, że nie bez powodu nasze ciała posiadają pewne ograniczenia i nie bez powodu stawiają nam na co dzień jakieś granice. To, że coś teoretycznie możemy zrobić nie oznacza, że powinniśmy lub że musimy 🙂

1, 2, 3, 4 iii 5, 6, 7, szpagat!

To ta pierwsza część posta, bo czas odnieść szpagat do tańca. Tancerze walczący o szpagat to jednak trochę inna kategoria niż osoby, które dotychczas były nieaktywne lub umiarkowanie aktywne i nagle podejmują szpagatowe wyzwanie. Osoby tańczące najczęściej dbają o stretching, ale też wzmacnianie mięśni na co dzień – a przynajmniej mam taką nadzieję 😀 Żeby bezpiecznie rozciągać mięśnie i przekraczać nasze granice musimy mieć te mięśnie silne, bo słabe po prostu pękają. Musimy mieć je również nawodnione, odżywione i najlepiej wyrolowane na rollerze. Nie piszę tego z głowy, bo tak mi się chce. Mam swoją osobistą historię ze szpagatami w tle, a rozegrała się ona rok temu, kiedy wchodząc w szpagat naderwał mi się w dwóch miejscach mięsień. Nie dlatego, że robiłam szpagat, a szpagat jest niezdrowy, fuj i be. Po prostu chciałam szybko, dużo i mocno – kontuzja nie przydarzyła się dlatego, że pewnego dnia poszerzyłam znacznie zakres, ale dlatego, że nie dbając zupełnie o mięśnie codziennie zmuszałam je do zwiększania elastyczności. Tak, oczywiście, że czułam ból i napięcie już wcześniej. Kontuzja ta pokazała wszystkie słabe strony mojego trybu życia: miałam odwodnione, wysuszone mięśnie, bo za mało piłam, miałam nieodżywione mięśnie, bo jadłam nieregularnie, mało i było to najczęściej niezdrowe jedzenie, nie rolowałam się, bo nie miałam czasu, nie spałam dość dużo, bo zawsze w nocy było coś do zrobienia. Kontuzja to nie jest przypadek. Kontuzja to jest raczej ucięcie przez nasz organizm jakiegoś tematu. Nasze mądre ciała wysyłają nam wiele sygnałów ostrzegawczych, które często w drodze po nasze szpagaty ignorujemy, aż mięsień dwugłowy robi facepalm i po prostu pęka. Gwarantuję, że jest to ucięcie szpagatowego tematu na długo…

Ten post nie jest po to, żeby powiedzieć, że szpagaty wśród tancerzy są złe. Nie są. Złe jest dążenie do nich po trupach, dlatego, że dziewczyny w internecie już je robią, koleżanka z treningu już je robi… Ona robi szpagat, za to Ty możesz stać niewzruszona na palcach jednej nogi przez 30 minut. Każdy z tancerzy ma mocne i słabe strony. Warto te słabe strony poprawiać, ale też doceniać te mocne. 

Szpagat można włożyć w większość choreografii. Co prawda jest domeną baletu (hasztag adultballerina), ale też pojawia się w dancehallu, cheerleadingu, salsie, bachacie, jazzie, contemporary, burlesce… we wszystkim, w czym choreograf zechce tego użyć.Tylko zastanówmy się – czy rzeczywiście tak często widzimy szpagat używany w choreografii? Wydaje mi się z punktu widzenia studiów teorii tańca, które kończę i na których obejrzałam jakiś milion spektakli tanecznych, że tych, które zachwycają, a prezentują bardzo trudne, skomplikowane, wręcz akrobatyczne choreografie jest naprawdę niewiele. Układy, w których elementy akrobatyczne występują w dużym natężeniu najczęściej wchodzą już w dziedzinę gimnastyki artystycznej, a ja mimo wszystko chcę trzymać się tematyki tańca. Ale nie wiem, może wy chcecie być gimnastykami, a nie tancerzami? 😀 Gimnastyka też jest spoko! Z ciekawostek coraz więcej konkursów tańców latynoskich, np. bachaty dodaje do regulaminu zapis o odejmowaniu punktów za stosowanie dużej liczby figur akrobatycznych czy gimnastycznych, ponieważ w pewnym momencie prezentacje konkursowe przestały w ogóle przypominać taniec.

Taniec to nie jest szpagat. Taniec to ruch, ciało, emocje, muzyka, przepływy, dynamika, czas, przestrzeń, ostrość, łagodność… To twarz: oczy, usta. Dłonie, stopy. ODDECH. Czy wyobrażacie sobie jakiegokolwiek widza w jakimkolwiek teatrze na świecie, który wzrusza się lub śmieje do łez dlatego, że ktoś na scenie zrobił szpagat (i nie jest to dziecko tego widza)?

Trzymam kciuki za Wasze rozciąganie, róbcie to na zdrowie – nie tylko z nogami, ale i z głową. Wiem, że każdy z nas tańczy coś innego i absolutnie nie umniejszam wartości układów, których celem jest pokazanie waszej siły, giętkości i wszystkiego tego, co potrafi ciało tancerza. Moją intencją jest raczej powiedzenie tym wszystkim osobom, którym brakuje jeszcze kilkunastu centymetrów, które mają kontuzję lub po niej wracają, że wszystko przyjdzie w swoim czasie – i mam tu na myśli zarówno zrobienie tego wymarzonego szpagatu, jak i zrozumienie, że nie on jest w tańcu najważniejszy i NA PEWNO nie świadczy o waszej wartości jako tancerzy.

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

8 Replies to “Jak zrobić szpagat – i czy NAPRAWDĘ muszę…?

  1. Propsuję ten wpis jak szalona 🙂 sama jestem po kontuzji od „dopchnięcia” przez instruktorkę na chama do szpagatu. Było to dawno ale jakaś mini trauma została i do tej pory nie lubię się rozciągać i boję się jak mi ktoś chce „pomagać”. 😛

    1. Oj tak, ja też bardzo ostrożnie podchodzę do tych, co chcą pomagać i właściwie ufam może jednej-dwóm osobom 🙂

  2. Wspaniały i bardzo mądry wpis! Właśnie od kilku tygodniu wracam do regularnego rozciągania, ale staram się to robić ostrożnie, uważnie obserwując ciało. I chyba w ramach walki z głupią ambicją będę wracać do Twojego tekstu co jakiś czas.

  3. Pingback: ABrand

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *