Warsztaty taneczne z Dance Theatre of Harlem

Dzisiaj podróż w czasie do listopada 2017 roku. Przygotowałam już wtedy tekst o warsztatach z Dance Theatre of Harlem w Warszawie, ale poprawienie go i opublikowanie umknęło w natłoku codzienności. 

Teatr Wielki w Warszawie ma taki całkiem fajny dział – Dział Edukacji, który organizuje różne wydarzenia mające na celu przybliżyć funkcjonowanie Teatru osobom spoza niego. Miałam okazję brać udział w kilku takich projektach, a kolejny przede mną już za tydzień. Dlatego jak otrzymałam w październiku zaproszenie na dwudniowe warsztaty tańca z Dance Theater of Harlem, nie wahałam się ani sekundy, dzięki czemu w listopadzie zawitałam znowu w progi sali Polskiego Baletu Narodowego.

Na warsztaty zaproszona została grupa około 30-40 osób, które były uczestnikami wcześniejszych projektów Teatru. Wiem, że ten temat wzbudzał trochę kontrowersji wśród warszawskich amatorów-tancerzy – bo czemu ktoś został zaproszony, a ja nie? W pełni rozumiem rozgoryczenie, ale też doskonale rozumiem, że organizatorzy po prostu musieli wybrać jakoś uczestników. Rozumiem też brak ogłoszeń o tym wydarzeniu, bo prawdopodobnie zgłosiłoby się na nie kilkaset osób, niekoniecznie związanych z tańcem, ciężko byłoby zweryfikować uczestników, ich umiejętności ruchowe czy choćby intencje. Ja uważam, że najcenniejszą walutą w naszym świecie jest informacja – i warto o tym pamiętać na co dzień 🙂

Przebieg zajęć

Co do samych warsztatów – w sumie chyba nikt z zaproszonych uczestników nie wiedział czego się spodziewać. Otrzymaliśmy informację o terminie, miejscu i… tyle 😀  Zajęcia z nami poprowadziła sama Virginia Johnson, kiedyś pierwsza solistka zespołu, dziś dyrektor artystyczna Dance Theatre of Harlem. Jako wsparcie dla prowadzącej pojawiły się artystki baletu Ania Hop oraz Joanna Drabik. Pierwszego dnia (zajęcia były rozłożone na dwa popołudnia) pojawił się również dyrektor baletu Krzysztof Pastor, który przywitał Johnson i zrobił nam krótkie wprowadzenie. Johnson opowiedziała nam trochę o zespole Dance Theater of Harlem, a potem padły słowa, które zaskoczyły wiele osób… „no to dziś zrobimy lekcję klasyki”.  Dla mnie to była miła niespodzianka, choć doskonale rozumiem miny osób, które na co dzień praktykują inne formy ruchu, a z tańcem klasycznym nie mają właściwie nic wspólnego. To nie była standardowa lekcja – odpuściliśmy drążek, rozgrzewka zawierała elementy klasyki, ale też bieganie, co u wielu osób spotkało się z refleksją „jakim cudem ja tyle tańczę, a nie mogę przebiec 2 minut?!”. Pierwszego dnia zajęć skupiliśmy się na wykonywaniu krótkich kombinacji z różną dynamiką i jakością przepływu. Było ciężko o tyle, że Virginia nie chciała od nas przypadkowych ruchów, tylko raczej zaplanowanych, dlatego kiedy po wykonaniu przeze mnie kombinacji zapytała czy jestem w stanie ją dokładnie tak samo powtórzyć… no cóż… 😀 Ogólnie chodziło o wykonywanie dokładnie tej samej kombinacji, ale ze zmienną dynamiką, mieliśmy eksperymentować i szukać pomiędzy smooth a sharp. Było też trochę przekątnych, gdzie na przykład mieliśmy przemieszczać się nogami w legato, czyli płynnie sunąc po ziemi, a ręce miały przy tym pracować staccato, czyli znowu upraszczając – ruch miał być cięty jak np. u robotów. W ostatniej części warsztatów pierwszego dnia Virginia przekazała nam krótki fragment choreografii z repertuaru zespołu, nad którą pracowaliśmy w trakcie zajęć drugiego dnia.

Trochę refleksji 🙂

Dla mnie te zajęcia były super. Fakt, że patrzę na takie wydarzenia nie tylko z punktu widzenia osoby, która się rusza, ale też trochę szerzej i trochę teoretycznie 🙂  Podejście Virginii, że możemy eksperymentować, że nie ma złych rozwiązań było bardzo odświeżające i w połączeniu z krokami klasycznymi było super. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to forma dobra wyłącznie na warsztaty albo dla profesjonalnych tancerzy, bo jednak nie ma co ukrywać, jeśli nie masz perfekcyjnej techniki to wszelkie eksperymenty mogą jednak nie być najpiękniejszą i najzgrabniejszą rzeczą na świecie… Dzisiaj, patrząc z perspektywy prawie połowy roku, widzę, że te zajęcia dołożyły też odrobinę do mojego kryzysu związanego z tańcem i mojego wydostania się z tego – poukładałam moje myśli w głowie i już wiem, że nie chcę dłużej tańczyć pewnych rzeczy.

Chcę czegoś nowego. Mojego.

A co Wy sądzicie o takich jednorazowych wydarzeniach? Uczestniczycie w warsztatach z gościnnymi nauczycielami tańca czy uważacie, że nauczyć czegoś można się tylko od stałych pedagogów? 🙂 Dajcie znać!

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *