Czy da się zarabiać na tańcu?!

Czy da się zarabiać na tańcu? – ten temat wraca jak bumerang na forach, w Waszych wiadomościach i komentarzach. Nie dziwię się, sama byłam kiedyś bardzo ciekawa jak to wygląda. I myślę, że odpowiedź na to pytanie jest niezbędna dla wszystkich, którzy stoją przed podjęciem pewnych decyzji…

CZY NA TAŃCU SIĘ ZARABIA?

Dostałam od Was wiele wiadomości, w których przedstawiacie podobne historie i dylematy: macie kilkanaście lat, jesteście w szkole średniej lub właśnie ją kończycie, lubicie tańczyć, trenujecie taniec, rozważacie zajęcie się nim zawodowo, ale nie wiecie czy to się opłaca i jak w ogóle zacząć.

Więc powiem całkowicie szczerze: nie, to się nie opłaca.

Żebyście mnie dobrze zrozumieli: na maxa kibicuję zdolnym ludziom, którzy tańczą. Tak długo, jak w Polsce będzie rozwijał się taniec,  ja będę miała co robić. Ale jeśli młoda osoba pyta wyłącznie o tę finansową stronę, to odpowiedź brzmi tak – to się nie opłaca. Jasne, że zawodowe zajmowanie się tańcem daje rożne korzyści, choćby spełnianie marzeń, ale marzeniami za rachunki się nie płaci, marzenia też nie pozwolą Ci za free zagipsować złamanej nogi czy za darmo wezwać karetki, kiedy tego potrzebujesz. Ja trzymam kciuki za wszystkich, którzy jednak ryzykują, ale myślę, że uczciwe przedstawienie sprawy moim najmłodszym czytelnikom jest fair. Bo Internet mówi wiele o tym, że jak się chce to można, ale też ochoczo pomija pewne (niewygodne) wątki. 

Zarabianie na tańcu w Polsce

Uważam, że w Polsce stosunkowo łatwo jest zarabiać jako instruktor tańca. Jest wiele szkół, domów kultury itd., które chętnie przyjmują nowych instruktorów, w wielu nikt nawet nie weryfikuje umiejętności i doświadczenia (co realnie wpływa na taniec w Polsce, ale to inny temat). Inną opcją zarabiania, taką, która interesuje większość z Was, jest zarabianie na tańcu występując w spektaklach i pokazach tanecznych. Idealnie byłoby mieć stały angaż w teatrze. Niestety, teatry zatrudniają głównie absolwentów ogólnokształcących szkół baletowych. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale to są naprawdę wyjątki – tak całkiem szczerze to wszystkim planującym karierę w tańcu doradziłabym bardzo krytyczne patrzenie na siebie. W polskich teatrach nie ma tylu wolnych etatów, żeby każdego roku zatrudnić wszystkich absolwentów szkół baletowych i studiów tanecznych. Dlatego jeśli nie ma pracy dla zawodowego tancerza, to nie posiadając dyplomu tancerza należałoby bardzo ostrożnie szacować swoje szanse na otrzymanie takiej pracy.  Natomiast zarabianie na tańcu w tym całkiem amatorskim świecie jest najrzadsze. Ogromna większość osób, które tańczą w amatorskich przeglądach, występach, pokazach nie tylko nie dostaje za to ani złotówki, ale często dopłaca – zarówno za treningi i dodatkowe próby, jak i rożnego rodzaju wpisowe umożliwiające wzięcie udziału w wydarzeniu. Pisząc to mam na myśli zarabianie regularnych kwot, pozwalających na utrzymanie się wyłącznie z tańca. Znam przypadki tancerzy-amatorów, którzy otrzymywali od czasu do czasu niewielkie kwoty za pokazy sponsorowane, udział w teledysku czy wygraną w konkursie tańca. 

Prawda jest dosyć brutalna, ale konieczna, zwłaszcza kiedy rozważacie podjęcie studiów z zakresu tańca. Podążanie za swoimi marzeniami jest super, ale naiwność już nie – warto zdawać sobie sprawę z realiów. Większość moich znajomych tancerzy, takich, którzy ukończyli zwykłą szkołę średnią, a potem studia z tańca, zarabia na życie w inny sposób niż tańcząc spektakle – prowadzą zajęcia (bardzo często dla dzieci, bo to duża grupa docelowa), prowadzą rożnego rodzaju instytucje związane z kulturą, zajmują się pracą w social mediach, ale też wykonują nudne prace biurowe. Wynagrodzenie za spektakle jest nieregularne, często nie ma go w ogóle, więc konieczne jest znalezienie innego źródła dochodów.

Czy amatorzy, nawet ci bardzo zaawansowani, których możemy podziwiać w spektaklach, na festiwalach, na miejskich eventach otrzymują za występ wynagrodzenie? NIE. Ale profesjonaliści często też nie. A nawet jeśli otrzymują, to nie są to kwoty, za które można opłacić mieszkanie, rachunki, jedzenie, edukację taneczną, wyjazdy… Podkreślam to, bo wiem, że wydawać się może, że jeśli ktoś tańczy w teatrze, to jest to jego praca – w rzeczywistości ktoś, dla kogo taniec jest tak wielką pasją i poświęca jej tyle ciężkiej pracy i wysiłku, za wszelką cenę będzie chciał pokazywać się na scenie – i tą ceną  bardzo często jest występowanie za darmo. 

Znam wielu tancerzy. Wytężam teraz bardzo mój umysł, ale nie przychodzi mi do głowy nikt, kto nie mając skończonej szkoły baletowej zarabia wyłącznie na tańczeniu – znam za to wiele osób, które zarabiają na tańcu w nieco szerszej perspektywie, czyli ucząc innych, występując, ogarniając sprawy administracyjne w szkołach tańca czy teatrach. 

Czy jestem hejterką?!

Czy chcę Was zniechęcić do studiów z tańca? Nie, ale chcę, żebyście podejmowali decyzje wiedząc jak wyglądają realia. Gdybym radziła najbliższej mi osobie, nie doradziłabym tych studiów, a na pewno nie jako jedynego kierunku tuż po maturze. Sprawa jest o tyle prostsza, że większość tych studiów tanecznych prowadzona jest w trybie niestacjonarnym, więc można równolegle podjąć inny kierunek lub zacząć pracę. Mając magistra tańca i kilkuletnie doświadczenie w marketingu czy biegłą znajomość jakiegoś języka masz po prostu szersze perspektywy. W ogóle uważam, że takie studia to dobry pomysł dla nieco starszych osób, z wykształceniem w innym kierunku i doświadczeniem – zarówno zawodowym, jak i życiowym. Bo jeśli ktoś bardzo młody myśli, że wybierając zawód tancerza wybiera sobie lajtowe życie na sali tanecznej, gdzie będzie tylko odbębniał kolejne choreografie, to się grubo, grubo myli. 

Czy powinieneś iść na studia z tańca? Czy będziesz zarabiać na tańcu? Czy Ci się uda? Ja tego nie wiem. Pytaj, ale bądź ostrożny w stosunku do tych, którzy powiedzą Ci, że pewnie i wszystko będzie super. Ja już kiedyś miałam plan A, tylko plan A, a teraz wiem, że warto mieć kilka liter w zapasie. 

Zakończę moim życiowym mottem:

Keep your eyes on the stars and your feet on the ground.

Poświęcanie się, wysiłek i spełnianie marzeń TAK, ale dopiero jak masz jedzenie w lodówce i ubezpieczenie medyczne. 

Czy Wy mając na myśli „zarabianie na tańcu” wliczacie w to zawód instruktora tańca? Ja nie, staram się zawsze to rozdzielać, bo znam wielu instruktorów i pedagogów tańca, dla których scena mogłaby nie istnieć i takich, dla których scena to ich żywioł, ale totalnie nie odnajdują się w nauczaniu innych. To trochę jak być biologiem w laboratorium albo uczyć jej w podstawówce 🙂 

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

3 Replies to “Czy da się zarabiać na tańcu?!

  1. Dziękuję, że o tym piszesz. I może trochę realia zabolały, ale trochę utwierdziły mnie w mojej drodze psychologia+taniec. W każdym razie cieszę się na prawdę ogromnie z tego, ze piszesz jak jest. A instruktor tańca to dla mnie tez nie tancerz- różnie może być.

  2. Bardzo trafne, dojrzałe spostrzeżenia. Właściwie nie mogę zgodzić się z tylko z jednym: „Niestety, teatry zatrudniają głównie absolwentów ogólnokształcących szkół baletowych”. Czy „niestety”? Jednak co OSB, to OSB. Z punktu widzenia widza – „na szczęście”. Ale wiem, co miałaś na myśli – to jest „niestety” dla pasjonatów, którzy taneczną edukację zaczęli zbyt późno…

  3. Szkoda, że to tak wygląda :/ ale bardzo fajnie, że piszesz o tych problemach wprost. Może komuś pomoże to podjąć ważną życiową decyzję – jakie studia wybrać. Mocno kibicuje, żeby było coraz lepiej!! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *