Kompleks amatora – nie mam dyplomu, jestem gorsza!

Kompleks amatora – z tym tematem noszę się od dawna, bo jeszcze nie tak dawno dotyczył mnie samej. W najbliższą sobotę wystąpię na scenie Teatru Wielkiego w amatorskim spektaklu ruchowym, więc obserwując grupę i wracając wspomnieniami dwa lata wstecz, kiedy po raz pierwszy tam wystąpiłam, temat do mnie powrócił. Tak, o samym projekcie w Teatrze dobrze byłoby napisać, ale patrzę na to z tylu różnych stron, że najpierw musiałabym podjąć decyzję jako kto go opisuję: teoretyk, krytyk, tancerka, była uczestniczka, obecna uczestniczka, koleżanka… najlepiej ująć wszystkie punkty widzenia jednocześnie, ale to ciężka sprawa!

Kompleks amatora – nie mam dyplomu, jestem gorsza!

Kiedyś, kilkadziesiąt lat temu, żeby się czymś zajmować na poważnie i robić to dobrze, konieczne było zdobycie wykształcenia w tym kierunku. Takiego formalnego, z dyplomem, choćby to miała być szkoła zawodowa. Im więcej tytułów się posiadało, tym większy szacunek i uznanie można było wzbudzić. Dotyczyło to oczywiście również tańca. Chyba z tych czasów wywodzi się pogardliwe „phi, amator!”, które skutecznie straszy amatorów, którzy chcieliby rozwijać się w jakiejś dziedzinie, ale też wolą się nie wychylać…

Możliwości dokształcania amatorów

Ale czasy się zmieniły – i to diametralnie. Przede wszystkim Internet i wszechobecne możliwości dokształcania, również samokształcenia, pozwalają nam zdobyć umiejętności w dodatkowym zakresie. Nie musimy kończyć studiów wyższych, profilowanego liceum czy szkoły zawodowej, żeby nauczyć się jak szyć, tańczyć czy pisać. Oczywiście, że studia czy inne formalne sposoby zdobycia wiedzy zdecydowanie ten proces kształcenia ułatwiają, ale nie oszukujmy się – ilu z nas skończyło studia, które nie nauczyły go właściwie żadnych konkretnych umiejętności? No właśnie. Oferta kursów, które możemy realizować po godzinach pracy czy tutoriali internetowych, które wyjaśniają jak praktycznie wykonać daną rzecz, są na tyle duże, że poświęcając kształtowaniu jakiejś umiejętności odpowiednio dużo czasu możemy zbliżyć się, a nawet osiągnąć poziom profesjonalisty. A przy odrobinie talentu nawet profesjonalistów prześcignąć. To bardzo komfortowa sytuacja, kiedy żyjemy w czasach, w których możemy jako dorosłe osoby zająć się czymś, czym nie było nam dane zająć się wcześniej – znaleźć pasję, sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy, a może nawet całkowite przebranżowienie. Nie jestem naiwną optymistką, mówiącą, że jako dorosłe osoby możemy całkowicie odmienić swój los i wyzerować wszystko to, co dało nam środowisko, w jakim się wychowywaliśmy, ale na pewno mamy dużo większe możliwości kształtowania swojego losu tak, jak chcemy i modyfikowania naszych wcześniejszych niekoniecznie słusznych wyborów edukacyjnych czy zawodowych.

Dyplom a miano zawodowca

Moje wykształcenie obejmuje kwestie związane z rynkiem edukacyjnym osób dorosłych, a zawodowo zajmuję się rynkiem pracy – z doświadczenia wiem, że coraz mniej jest zawodów, w których wykształcenie stanowi silną barierę wejścia w daną grupę zawodową. Jeśli chcesz być lekarzem, musisz skończyć medycynę, żeby być prawnikiem – prawo, żeby projektować budynki – architekturę… Ale jeśli chcesz zajmować się social mediami to uwierz, nie ma większego znaczenia czy skończysz dziennikarstwo, marketing, pedagogikę czy politologię… Tu zdecydowanie bardziej liczy się doświadczenie zawodowe, które warto zdobywać już na studiach oraz tak po prostu smykałka do tego. Absolutnie nie piszę w tym poście, że możesz zostać artystką baletu nie kończąc szkoły baletowej – nie chciałabym zostać tak zrozumiana, bo tak nie uważam. Ale z pewnością można zajmować się zawodowo tańcem współczesnym, towarzyskim czy każdym innym nie posiadając wykształcenia wyniesionego ze szkoły baletowej. I o to mi chodzi – żeby trzeźwo oceniać swoją sytuację i obiektywne możliwości zdobycia pracy (czy po prostu samorealizacji) bez poczucia niższości z powodu JESZCZE niezdobytych kompetencji. 

kompleks amatora

Wstydzę się powiedzieć, że kocham coś robić

Znam wiele osób – i sama taką byłam – które oddają się czemuś z pasją, ale wstydzą się tego. Wstydzą się głośno powiedzieć, że się czymś zajmują, bo przecież są amatorami. A jak są amatorami, to są gorsi. A jak są gorsi, to powinni się wstydzić… i cała historia się zapętla. Przejawia się to choćby ukrywaniem przed nauczycielem tańca tego, że chcemy się cały czas rozwijać, uczyć, może występować… bo co on pomyśli? Może nas wyśmiać, powiedzieć, że nie mamy talentu, a w kolejce po pracę na scenie stoi grono osób z dyplomem zawodowego tancerza. Szczerze? Niech mówi, co chce. Tak długo, jak chce Ci się uczyć i rozwijać, tak długo nie masz na pewno żadnego powodu do wstydu. Nie jesteś i nigdy nie będziesz gorszy dlatego, że zaczynasz robić coś nowego i że w ogóle Ci się CHCE! Myślę, że więcej powodu do wstydu mogłyby mieć właśnie te osoby, które negatywnie oceniają rozwijających się amatorów, a same nie robią nic szczególnego ani w swojej dziedzinie, ani w innych. Oczywiście, że profesjonalista ma dużo większe umiejętności w danej dziedzinie niż ty, który dopiero stawiasz swoje pierwsze kroki, ale pamiętaj, że to jest ta jedna dziedzina – Ty masz szereg innych umiejętności, których nie posiada Twój autorytet. Pokora i skromność to bardzo ważne cechy, ale ukrywając swoje zainteresowania  przed światem, Twoje postępy mogą być bardzo wolne. Rozwój odbywa się przez autorefleksję i samodzielne poszukiwanie i doskonalenie nowych rozwiązań, ale nic nie przyspiesza postępów tak, jak informacja zwrotna od innych. Musisz usłyszeć uwagi – te pozytywne i negatywne, wywrócić się na scenie, zapomnieć kroków, zapomnieć części kostiumu i płakać po zejściu ze sceny, żeby zdobywać niezbędne doświadczenie i stawać się coraz lepszym. I wzrastać.

A potem obejrzeć się za siebie po to, żeby zobaczyć jak daleko się zaszło –  właśnie będąc dumnym amatorem. 

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *