Shape of chaos i blogowanie, czyli pierwsze urodziny bloga.

Shape of chaos bloguje od roku! No dobra, może trochę dłużej, ale tu, pod tą nazwą – dzisiaj mija rok od wypuszczenia bloga w świat. Co się udało, co się nie udało? Ponieważ bardzo lubię posty o social mediach, blogowaniu i promocji w Internecie, a nawet mogę powiedzieć, że to taka moja nowa konkretna zajawka, to z okazji urodzin bloga postanowiłam napisać mój pierwszy post o blogowaniu.

Blogi prowadzę od… ohooho, kilkunastu lat! W różnej formie, o różnej tematyce. Ten powstał dwa lata temu, ale przez pierwszy rok był wciąż jeszcze nastawiony głównie na moje wewnętrzne dramaty, dlatego uznaję jego oficjalne istnienie od 26 lipca ubiegłego roku, kiedy to ogłosiłam światu, że istnieje www.shapeofchaos.pl. Plany były ambitne, choć nie na każdym polu sprecyzowane. Mam już całkiem niezłą wiedzę teoretyczną, coraz większą praktyczną od znanych mi blogerów, widzę też, co sprawdza się u mnie, a co nie. Wszystko byłoby pięknie… a nie jest! I czas przyznać się do porażki.

Mój blog ma wzloty i upadki. Są na nim teksty bardzo chętnie czytane i takie, których nie czyta właściwie nikt. Wpadłam w pułapkę, z której świetnie zdaję sobie sprawę, ale ciężko z niej czasami się wydostać. Zacznę się od tego, że żeby mieć czytelników, trzeba pisać. Mój plan obejmował 2-3 posty tygodniowo, co daje minimum 100, ale nawet 150 postów w roku. A ja napisałam przez ten rok 34 POSTY. No dobra, powinnam powiedzieć, że opublikowałam, bo napisałam więcej, ale a to brak odpowiednich zdjęć, a to brak przekonania do treści sprawiły, że napisane posty nie ujrzały światła dziennego. Wiedziałam, że muszę pisać regularnie, pisałam mało, miałam niewielu czytelników, wiedziałam, że trzeba pisać regularnie, żeby się pojawili – ale ja zniechęcałam  się brakiem odzewu. Gwoździem do trumny było to, co wydarzyło się z Facebookiem, czyli obcięcie zasięgów. Dla niewtajemniczonych, Facebook pokazuje mi liczbę osób, które przewijając aktualności na swoich kontach natrafiły na tablicy na mój post. Rok temu, będąc bardzo początkująca blogerka mój zasięg potrafił dobić do 10 000 osób, w tej chwili jest to najczęściej… 200-300 osób. Żenada trochę, co? Mi nie chodzi nawet o lajki i komentarze (choć o to też), ale o to, że wiele osób, które szczerze chcą obserwować mojego bloga, po prostu nie wie, że ja tam coś publikuję. A to prowadzi do mojej prośby: zaglądajcie tu regularnie, pamiętajcie o Shape of chaos, nie liczcie na przypomnienia o postach od Facebooka!

Ale winy za powolny rozwój mojego bloga nie zwalam absolutnie na Facebooka. Gdybym chciała, to reagowałabym bardziej na tę sytuację, była aktywniejsza na Instagramie, który zdecydowanie do tej pory był dedykowany moim znajomym, a nie obserwatorom bloga. No i przede wszystkim więcej bym pisała.

IMAG4179_2

A pisać mam o czym… choć tu na przestrzeni roku pojawiło się trochę zmian. Chcę Was edukować z zakresu tańca, ale nie po to, żebyście mieli w głowach jakieś suche informacje, ale po to, żeby Was INSPIROWAĆ. Kiedyś poddana byłam profesjonalnej analizie osobowości, z której wynikło, że jestem typem Inspiratora w życiu i podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Chcę Was inspirować nie tylko do tańca (nawet powiedziałabym, że jest to drugorzędne), ale do aktywności, do pasji, do zmian, do uczenia się, poznawania nowych rzeczy, oglądania, czytania, doświadczania, wychodzenia poza schematy i odchodzenia od jednoznacznych szybkich ocen. Chciałabym Was uświadamiać, że możecie żyć życiem poza schematami, poza religiami, poza kredytami, poza wszystkimi kowenansami, jakich wolelibyście unikać. Byłoby super, gdybym mogła przypominać Wam o zdrowiu – nie straszyć, tylko pokazywać, że jest ono potrzebne, żeby realizować marzenia. Absolutnie nie odchodzę od tańca – to bardzo ważna część mnie, zarówno od strony praktycznej, jak i teoretycznej, ale chciałabym ten taniec podawać Wam „z czymś”, z czymś głębszym, interesującym, zatrzymującym. Bo taki też jest dla mnie taniec, choć wiem, że ze względu na moje wykształcenie w tym kierunku odbieram go nieco inaczej niż Wy.

Plany…

Już kilka razy chciałam rzucić bloga w cholerę. Za każdym razem wynikało to z bezsilności – starałam się zmienić wygląd, sposób pisania, wypacałam litry potu nad zdjęciami, a ilość wejść czy odzew w social mediach bywały znikome. A potem zdarzał się wpis, wcale nie jakiś genialny według mnie, który generował dużo Waszych reakcji. Ale ten blog jest dla mnie czymś, czego nie chcę odpuścić. Wiecie co, ja w niego wierzę… Wierzę, że to, co piszę niesie ze sobą jakość i wartość. Cieszy mnie to, że dzięki niemu mega się rozwijam – i w pisaniu, i w robieniu zdjęć, i w robieniu strony, bo sama się nią zajmuję. Cieszą mnie Wasze komentarze, wiadomości, nawet jeśli pojawiają się one falami. Lubię to miejsce.

Dzisiejszy Internet

Wiem jak moi znajomi konsumują treści. Dzisiaj największy poklask ma Youtube i relacje na Instagramie. Ja jestem nieco staromodna, bo kocham czytać dobrze pisane blogi. I dlatego też sama chciałabym pisać tego bloga, choć już powoli oswajam się z myślą, że muszę też do Was coś mówić, żeby dotrzeć do Was z Shape of chaos. Ale uczulam Was na coś – ja wiem, że jak coś jest okej, to się z tego internetowo korzysta i idzie dalej, sama najczęściej tak robiłam, ale pamiętajcie, że po drugiej stronie monitora siedzi żywy człowiek, który to dla Was przygotowuje, bardzo często nie tylko na tym nie zarabia, ale jeszcze ponosi koszty, a człowiek ten nie będzie tego robił w nieskończnoność nie widząc Waszej reakcji. Dlatego jeśli lubicie mojego bloga, dawajcie mi o tym częściej znać, tak po prostu.

I jeszcze dziękuję. Dziękuję wszystkim Wam, którzy tu ze mną jesteście od roku, albo pojawiliście się w międzyczasie, i obiecuję, że w najbliższych miesiącach będę nad blogiem pracować i obserwować dokąd to wszystko prowadzi. 

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

14 Replies to “Shape of chaos i blogowanie, czyli pierwsze urodziny bloga.

  1. Wszystkiego dobrego blogowego z okazji urodzin bloga! Zazdroszczę Ci bycia urodzoną inspiratorką. Myślę że z takim profilem jesteś skazana na sukces!

  2. Gratuluję! U mnie minęły dwa lata dwa dni temu. Życzę Ci sukcesów, coraz więcej czytelników i nieustającej weny twórczej 🙂

  3. Wiesz co? Może to banalne i głupie, ale mi pomaga… Bo każdy miał, ma lub będzie miał takie okresy zniechęcenia i zwątpienia w to, co robi. Niezależnie czy ma się tysiące obserwujących ,czy garstkę osób, które czasem wejdą i zaznaczą swoją obecność 🙂 Ja w takich momentach mówię sobie ” pamiętaj, dlaczego zaczęłaś to robić”. Te trudne chwile to taki test, czy mimo to przełamiemy się i pójdziemy dalej, czy poddamy się i rzucimy w cholerę. I ja Ci mówię, że jeżeli to, co robisz daje Ci choć trochę przyjemności – nie rzucaj tego. Powodzenia i oby szło coraz lepiej! 🙂

    1. Tak, u mnie od kilku lat na regale stoi oprawiony napis „Remember why you started” i to ważne, żeby o tym pamiętać 🙂

  4. Muszę Ci powiedzieć, że co do swojego bloga i blogowania mam identyczne odczucia. Chciałabym pokazywać coś nowego (piszę o ogrodach), a kiedy odzew jest słaby, trochę wymiękam. Ale dosyć tego marudzenia… Gratulacje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *