Marzenia… Skąd je brać?!

Bardzo często na tym blogu mówię wam, że warto realizować marzenia i różne plany. Na początku lipca obchodziłam kolejne urodziny, tego dnia większość życzyła mi właśnie spełnienia marzeń. Tych mi nie brakuje, marzenia to w ogóle taka materia, o której dużo osób mówi, ale jakoś tak mało konkretnie, jakby powiedzenie o nich na głos miało im coś zabrać – nie wiem jeszcze jak to działa, ale trochę wątpię, że działa w ogóle! Życie z marzeniami, nawet tymi, których aktualnie nie realizujemy, jest po prostu przyjemniejsze, dlatego tak smutne wydaje mi się, że znam bardzo wiele młodych osób, które nie mają żadnych marzeń. Dlatego zastanawiałam się ostatnio nad tym skąd się je w ogóle bierze i co zrobić, jeśli się żadnego nie ma.

O czym teraz marzę?

Myślę, że życie bez marzeń i bez planów musi być strasznie trudne, nudne i frustrujące. Ja mam ich sporo, a co cieszy mnie najbardziej – żadne z nich nie jest czysto materialne, choć rzeczywiście do niektórych jako środka potrzeba pieniędzy. 

Taniec w Izraelu

Dłuższy pobyt w Izraelu – jedno z moich obecnie największych marzeń, które bardzo łatwo przerobić na plan. Myślę, że powstało około 2-3 lata temu w konsekwencji doświadczeń i wiedzy, którą w tym czasie nabywałam. Chciałabym przyjrzeć się tańcu w Izraelu, ale nie temu narodowemu, a współczesnemu, który prężnie się rozwija. Nie interesuje mnie tylko Batsheva Dance Company, ale wiele innych mniejszych i większych zespołów oraz choreografów. Z wykształcenia jestem andragogiem, skończyłam też doradztwo organizacyjne, na którym pisałam etnografię kultury i właśnie to interesuje mnie najbardziej – nie to CO powstaje, ale JAK. Znam kilka osób, które odbyły podróż tam z tańcem w tle, ale żaden z modeli wyjazdu, jaki zastosowały mi nie odpowiada. Największe przeszkody jakie widzę to: czas, pieniądze i język. Nie chciałabym być ograniczony tylko tym, co jest po angielsku, nie chciałabym być ograniczona czasem typu 3 tygodnie… Ten wyjazd nie byłby też tak udany, gdybym czuła na sobie presję finansową lub presję „produkowanie”, jeśli wzięłabym na wyjazd dofinansowanie. Dlatego póki co o tym Izraelu pamiętam, czytam i oglądam, ale nie konkretyzuję planu. 

Cyfrowy nomadyzm

To moje ogromne marzenie i życiowy cel – mieć tak poukładane sprawy, żeby nie musieć być w żadnym konkretnym miejscu świata. Wiadomo, że w wielu z nich sama mogę chcieć być, ale zależy mi na braku przymusu. To akurat wyrosło na mojej wieloletniej pracy – policzyłam, że pracuję już 15 lat! Oczywiście na początku to były prace wakacyjne w nadmorskich miejscowościach, potem różne prace na studiach, aż w końcu praca etatowa. Myślę, że 70% prac, które przez ten czas wykonywałam nie wymaga realizowania zadań w biurze na miejscu – a mimo to i ja, i większość moich znajomych codziennie rano pchamy się w korkach do naszych biur po to, żeby siedzieć w nich przed laptopami… To zdecydowanie największy cel w moim życiu – mieć i pracę, i wszystkie rachunki, sprawy na tyle scyfryzowane i zelektronizowane, że sporadycznie będę musiała się gdzieś pojawiać, choćby w banku. W tej chwili nie dowierzam, że na Uniwersytecie Muzycznym muszę biegać po różnych biurach po podpisy na obiegówce – naprawdę, w dzisiejszych czasach…? We wrześniu rozliczałam się z Wydziałem Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego i obiegówka to było kilka kliknięć pani w dziekanacie – o takim świecie marzę! I jeszcze dodam, że to marzenie to nie jest moje lenistwo czy niechęć do ludzi, wyrosło ono na ogromnym poczuciu bezsensu i poczuciu tracenia życia na dojazdach gdzieś, gdzie ogarnięcie sprawy zajmuje 2 minuty – a dojazd 2 godziny. 

Pies!

Marzenie, które ma już chyba z 24 lata! Nie pamiętam pierwszego psa, jakiego poznałam w moim życiu, ale nie pamiętam też takiego, którego nie kochałabym całym sercem. W rodzinnym domu mamy kotkę, na punkcie której mam oczywiście obsesję, niestety, równie wielką mam alergię… Z psami jest trochę lepiej, dlatego to moje ogromne marzenie i wiem, że jak tylko będę mogła, to je spełnię. I nie, nie będzie to labrador, mimo że uwielbiam te psy! Uważam, że tak długo, jak mamy przepełnione schroniska, tak długo hodowla psów i kupowanie rasowych powinny być zakazane albo chociaż napiętnowane trochę bardziej… Nie mam pojęcia czym różni się kundelek od rasowego psa, oczywiście poza wyglądem – a jeśli kupujemy i kochamy za wygląd, to moim marzeniem jest, żeby ludzie byli trochę mniej próżni. Każdy piesek i kotek jest najlepszy na świecie! (I krowa, chomik i koń, i cała reszta RÓWNIEŻ!)

 

To tylko trzy przykłady… Marzeń mam mnóstwo: od robienia kampanii prozdrowotnych, przez pisanie ksiażek, aż po zatańczenie gdzieś w czymś konkretnym… Część z tych marzeń to tylko kwestia czasu, część jest raczej poza zasięgiem, ale nie wyobrażam sobie bez nich życia. Ja naprawdę mam wrażenie, że codziennie, każdego dnia, przybliżam się trochę do moich celów! Dlatego tak mnie szokują osoby, które nie dążą do niczego – a naprawdę takie znam. Wszystkie moje marzenia bazują na doświadczeniu – na pokochaniu pierwszego psa mojej Babci, na przepracowaniu lub przesiedzeniu wielu niepotrzebnych godzin w biurach i środkach komunikacji miejskiej, na czytaniu książek i oglądaniu filmów o tańcu z Izraela. Nie da się wymyślić sobie marzenia, które dotyczy czegoś, o czym nawet nie wiemy – dlatego jeśli ktokolwiek z Was czuje, że nie ma marzeń, celów i planów, to według mnie nie pozostaje mu nic innego jak wziąć oddech, dać sobie czas i po prostu na maxa próbować poznać różne rzeczy. Myślę, że traficie na coś, przy czym pewnego dnia pomyślicie „o jaaaa, ja też tak chcę!” – a wtedy już tylko enjoy your life!

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

6 Replies to “Marzenia… Skąd je brać?!

  1. Ja mam sporo marzen i zawsze je mialam. Nie dawno zrobilam rachunek sumienia i okazalo sie,ze czesc z nich spelnilam! I to akurat te, ktore wydawalo mi sie,ze beda najtrudniejsze. Warto marzyc i warto darzyc do ich spelnienia.

  2. Najbardziej na świecie polecam Ci psa! Sama też jestem przeszczęśliwą posiadaczką goldenka (od 4 miesięcy) i już nawet nie mogę sobie przypomnieć, jak to było, gdy go nie było, buuu. Zdecydowanie warto!! Masz super przyjaciela i dużo radości w domu. ::)

  3. Ale masz super marzenia! Ja sporo marzeń już zrealizowałam, ale ma wciąż wiele innych do spełnienia. Przede wszystkim podróże – tak wiele miejsc zostało do odwiedzenia, fajne relacje z ludźmi wokół, napisanie książki… A psa już mam 🙂 Życzę Ci wspaniałego Izraela z tańcem w tle 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *