Szkoła baletowa w Warszawie – akcja, reakcja i dużo niekonkretnych słów

Do tej pory nie komentowałam tutaj bieżących wydarzeń, ale to co się dzieje wokół warszawskiej Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej zasługuje na komentarz… Ale ten mój komentarz nie jest wymierzony w konkretne osoby, jest raczej apelem do wszystkich o rozwagę i odpowiedzialność za to, co się mówi i pisze.

O tym, że w szkole baletowej bywało źle słyszałam od dawna – głównie od osób, które skończyły ją lata temu. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla przemocy w szkole i żadna metodyka nauczania tańca ani kultura z nią związana nie jest usprawiedliwieniem braku szacunku czy przekraczania granic fizycznych i psychicznych dzieci. Oczywiście, że świat sztuki i tańca pełen jest ekscentrycznych osób, ale zaryzykuję tu, mówiąc, że powinny one uczyć dorosłe osoby, które są zdolne same przekalkulować ile warty jest dla nich taniec i na jakie poświęcenia są gotowe. Z drugiej strony, świat tańca, w tym szkoła baletowa, pełne są bardzo wrażliwych uczniów i osób, które dosyć łatwo przereagowują i bazując na własnych doświadczeniach sprzed lat, z innych miejsc mogą nieco nierozważnie operować swoimi opiniami, a to może uderzać w niewinne osoby (podkreślam, że nie mam na myśli wyolbrzymiania skali przemocy itp. przez same jej ofiary i ich najbliższe osoby, jeśli ktoś jako ofiara odczuwa coś w jakimś natężeniu, nikt nie ma prawa tego kwestionować!).

A o co w ogóle chodzi…

Ano o artykuł, który ukazał się w tym tygodniu w Dużym Formacie, mówiący, że warszawska szkoła baletowa jest szkołą przemocy. Punktem wyjścia do tego tematu jest niewątpliwa tragedia, jaka wydarzyła się niedawno, czyli samobójstwo nastoletniej uczennicy tej szkoły. Każde samobójstwo jest tragedią, ale kiedy mówimy o dziecku… Nie ulega wątpliwości, że coś w szkole nie gra, skoro jest to kolejne samobójstwo ucznia na przestrzeni ostatnich lat. Nie ulega wątpliwości, że ktoś MUSI coś z tym zrobić, zwłaszcza, jeśli w wielu rozmowach pojawiają się wciąż te same nazwiska nauczycieli, którzy stosują przemocowe metody nauczania i wychowywania. Ale nie ulega też wątpliwości, że jeśli samobójstwo popełnia dziecko, nastolatka, to zawiodła więcej niż jedna osoba… Bez względu na to czy w tym konkretnym przypadku problemem była szkoła, rodzice, rodzina, przyjaciele, chłopak, ambicje – wciąż pozostawała cała reszta, która powinna była reagować. Oczywistym wydaje mi się dążenie do tak dobrych relacji z rodziną, przyjaciółmi, że otwarcie się mówi o problemach, zwłaszcza tak istotnych jak choćby stosowanie przez innych przemocy, a nawet o zaburzeniach i chorobach psychicznych – nadal nie rozumiem, czemu niektórzy wolą podjąć ryzyko, że dziecko popełni samobójstwo niż zgłosić się z nim do specjalisty i wykupić niedrogi lek. A piszę o tym dlatego, że we wspomnianym artykule przeczytałam szereg wypowiedzi rodziców, którzy kiedyś coś słyszeli, że nie dzieje się dobrze, ale nie zareagowali, bo dziecko płakało, że chce zostać w szkole… W sensie – serio?! Nie mam dzieci, ale mimo to wydaje mi się, że podstawowym obowiązkiem rodzica wobec dziecka jest zapewnienie mu bezpieczeństwa i opieki. Chyba nawet lepiej mieć dorosłe dziecko, które cię hejtuje, że zmusiłeś je do odejścia ze szkoły niż mieć martwe dziecko, albo dziecko spędzające całe życie w szpitalach. I z całą moją miłością do tańca po prostu nie rozumiem dlaczego dyplom tancerza może być przez rodziców przedkładany nad komfort życia dziecka. 

szkoła baletowa

Ale piszę ten post z innego powodu – z powodu samego artykułu o tej sprawie, który jest zbiorem anonimowych wypowiedzi na temat szkoły i uczniów. Każdy rodzic, nauczyciel, pracownik oświaty sam może wypowiedzieć się w swojej obronie, ale jest coś, co tego głosu i szansy obrony nie ma – i jest to TANIEC. Nie wiem co miał na celu artykuł, z którego nie wynika nic, oprócz tego, że ktoś gdzieś słyszał, że coś gdzieś się dzieje. Wierzę w dobre intencje autorki, która zapewne chciała zwrócić uwagę na problem i uruchomić pewną machinę zdarzeń, które doprowadzą do ukarania osób, których od dawna nie powinno być w szkole. Jednak sytuacja wydaje mi się nieco kuriozalna – w plotkach ploteczkach nazwiska niesprawiedliwych i agresywnych nauczycieli nie są tajemnicą, są od lat te same, ale sama autorka tekstu ich nie podaje, bo nie może. A nie może prawdopodobnie dlatego, że dowodów brak, że nikt nie zgłasza konkretnych sytuacji oficjalną drogą. Mam nadzieję, że się mylę, ale obawiam się, że zapętlające się dyskusje w Internecie tym bardziej utwierdzą w milczeniu osoby, które bezpośrednio doświadczyły przemocy (naprawdę mam nadzieję, że się mylę, bo zależy mi, żeby rodzic wysyłający dziecko do OSB nie musiał zastanawiać się czy jest ono tam bezpieczne). Skutkiem tak niekonkretnego artykułu jest też to, co mi nie podoba się najbardziej, czyli budowanie w społeczeństwie przeświadczenia, że w szkole baletowej dzieją się straszne historie – bez nazwisk, bez podania szczegółowych sytuacji. Winna jest szkoła, taniec w ogóle, a nie konkretna osoba. Czy myślicie, że statystycznego Polaka, który z tańcem nie ma nic wspólnego zainteresuje przemoc w szkole baletowej w Warszawie? Jestem przekonana, że nie. Że jedyna myśl, która może się pod wpływem artykułu pojawić to, że taniec to fanaberia, wydziwiają, to mają, a tak w ogóle nigdy nie puszczę dziecka do takiej szkoły. I o sprawie zapomni, nie będzie jej śledził i nie przeczyta setek komentarzy, w których uczniowie i ich rodzice zaprzeczają doświadczaniu przemocy w szkole i wskazują na jej pozytywne strony. Jednostkowe przypadki przemocy opisane w artykule, w które nie wątpię, że są prawdą, ujęte w taki sposób, jak to zostało zrobione budują wizerunek szkoły, w której na wejściu możesz oberwać za wszystko. A tak nie jest. W budynku tej szkoły bywam regularnie na zajęciach tańca klasycznego dla dorosłych i miałam to szczęście widzieć głównie roześmianą i nieco oszalałą ze zmęczenia grupę dzieciaków i młodzieży. 

Apel o prawdę

Kochani, a w tym wszystkim o prawdę chodzi. O nic innego. O to, żeby powiedzieć, że ten i ten nauczyciel, z imienia i nazwiska, nie powinien już uczyć, bo zrobił komuś to i to, zrobił krzywdę. Może nawet nie chciał źle, może tylko nie umiał inaczej, a widział pozytywne efekty swoich metod, ale współczesna szkoła powinna mieć zero tolerancji dla przemocy. Chodzi też o to, żeby powiedzieć, że szkołę kończą fantastyczni artyści i ludzie. Że nie zawsze jest dla nich praca, że jest dużo wyzwań, którym szkolnictwo artystyczne w Polsce musi sprostać, ale żadna szkoła, żadne liceum nie wypuszcza absolwentów gotowych do wejścia na rynek pracy z marszu. O to, żeby powiedzieć jak dużo pasji, zaangażowania i dyscypliny wyniesie dziecko z tej szkoły, i też jak trudno może w niej być – że może przyjdzie taki dzień, że najlepszym, co można zrobić dla swojego dziecka, będzie zabranie go z niej. I już nie dlatego, że ktokolwiek stosuje przemoc, ale dlatego, że zaczynające naukę 10-cio letnie dziecko nie ma prawa wiedzieć na 100% do czego się nadaje i co w ogóle chce robić w życiu. Chodzi też o to, żeby nie zwalać winy za samobójstwo na szkołę, bo nawet jeśli ona się do tego przyczyniła, to wiele innych osób również zawiodło tę dziewczynę. To nie ta konkretna szkoła i nie taniec są winne samobójstwom, popadaniu w anoreksję i innym trudnym historiom, które spotykają uczniów szkoły baletowej. Katastrofy zdarzają się wszędzie – ja kończyłam liceum ogólnokształcące mieszczące się w pierwszej dziesiątce najlepszych liceów w Polsce – jeśli myślicie, że tam nie było narkotyków, prób samobójczych, anoreksji oraz bulimii i chorych ambicji uczniów, nauczycieli i rodziców to jesteście w błędzie. 

Bądźmy odpowiedzialni za słowa, za to, co mówimy. Nie szukajmy sensacji nie mając dowodów. Jeśli dowody mamy, idźmy z nimi przede wszystkim na policję, do kuratorium czy gdziekolwiek, gdzie powinno się je zgłosić. Nie usprawiedliwiajmy, bo nie o to chodzi, ale nie rzucajmy też kamieniami, póki odpowiednie organy nie przyjrzą się sprawie. 

Rodzicu! Jeśli Twoje dziecko jest w szkole baletowej, muzycznej, plastycznej, sportowej, ogólnokształcącej i mówi, że boi się nauczyciela, że nauczyciel bije je linijką i wyzywa, no to sorry, cała odpowiedzialność za reakcję spoczywa na Tobie. I serio, nie ma na świecie żadnej szkoły dla osób poniżej 19 roku życia, która warta byłaby niszczenia psychiki, zdrowia i życia dziecka. 

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

One Reply to “Szkoła baletowa w Warszawie – akcja, reakcja i dużo niekonkretnych słów”

  1. Osobiście odnoszę wrażenie, że „polski taniec” nie tylko sobie poradzi (kto ma tworzyć i odbierać sztukę tańca, ten i tak będzie to robił), ale i jest stanowczo przesadnie przewrażliwiony na jakąkolwiek krytykę środowiskową. Krytyczne głosy zawsze wpisywane są w kontekst „szkalowania”, „oczerniania”, w ogóle ujmy ostatecznej. Tymczasem sądzę, że chociażby niewielka liczba komentarzy pod artykułem z Dużego Formatu, świadczy o tym, jak bardzo obojętny jest dla przeciętnego Kowalskiego nawet „kontrowersyjny” taneczny temat. Co do samej kwestii rzekomej (?) przemocy – jeżeli jakiekolwiek dzieciaki czują się zagrożone metodami stosowanymi w OSB, to warto się sprawie przyjrzeć. Autorka artykułu odniosła się wszakże do realnej ankiety. Fakt, że osoba, która ją przeprowadziła nie występuje z imienia i nazwiska nie powinien nikogo dziwić. Właśnie w tym rzecz – w polskim środowisku tanecznym nie można wyrażać niepochlebnych opinii z imienia i nazwiska, bo od razu można zostać zakwalifikowanym do grona oszczerców. Ponieważ jest to środowisko ciasne – nieraz ma to wyraźne konsekwencje, również zawodowe. Prawdziwym problemem jest chyba zatem braku możliwości prowadzenia realnej, merytorycznej dyskusji, jawnego wypowiadania się, które nie jest równoznaczne ze sprowadzeniem na siebie lawiny paskudnych następstw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *