Jestem za gruba, żeby tańczyć?! Sylwetka taneczna na tapecie.

Internet to niekończące się źródło inspiracji – każdy, kto obserwuje na Instagramie czy Facebooku profile tancerek wie doskonale o czym mówię. Profesjonalne tancerki, zwłaszcza te od tańca klasycznego, inspirują nas do ciężkiej pracy, wyrzeczeń – sprawdzamy ubrania, które noszą, sprzęty do ćwiczeń, pytamy o muzykę, ulubioną wariację… Naszej uwadze nie umknie z pewnością jeszcze jedna, ta często kluczowa rzecz – ich SYLWETKA. Wokół sylwetek tancerek powstały całe legendy. Te najszczuplejsze posądzane są o zaburzenia odżywiania, do których oczywiście się nie przyznają, te nieco pulchniejsze o ciążę czy zaniedbanie. Jaka jest prawda o kanonie sylwetki tanecznej?

Otóż… tego kanonu nie ma.

No dobra, powiedziałabym, że kanonem jest zdrowie.

sylwetka taneczna w afryce

Sylwetka taneczna a sylwetka baletowa

Jak to? A no tak! Bo mówiąc „sylwetka taneczna” nie mam na myśli sylwetki baletowej.  Rzeczywiście, tancerki tańca klasycznego są bardzo szczupłe, mają smukłe i silne mięśnie, niski poziom tkanki tłuszczowej, ale czy w innych tańca też widzimy takie sylwetki? Nie. Tancerki tańca współczesnego czy jazzowego najczęściej mają bardziej rozbudowane mięśnie nóg, ale też pleców i ramion. W tańcach latynoskich można wyglądać naprawdę w każdy sposób, choć silne uda i duże pupy są dla Latynosów ideałem. Taniec towarzyski to bardzo często mocno wyrzeźbiona talia, która rzeźbi się często sama, w trakcie treningów wymuszających dużą pracę bioder i wiele skrętów ciała. Niewielki biust pożądany przez tancerki tańca klasycznego jest bardzo daleki od kanonu piękna w tańcach latynoskich, tańcu towarzyskim… Każdy taniec rządzi się swoimi prawami, ale tylko taniec klasyczny jest tak bezwzględny jeśli chodzi o figurę. Czy to przeszkadza w amatorskim trenowaniu baletu? Nie! Nie chciałabym tak zostać zrozumiana. W świecie amatorskim to w ogóle można wyglądać sobie, jak tylko się chce, ale baletowy świat zawodowy nie jest tak tolerancyjny. 

A co z tłuszczem?

Tłuszcz jest zdrowy. Jeśli zastanawiacie się co ja piszę, gwarantuję, że wiem co mówię. Tkanka tłuszczowa jest niezbędna, żeby w organizmie sprawnie toczyły się różne procesy. Norma dla młodych kobiet określana jest różnie, te wysportowane, ale takie, jakie spotykamy na co dzień, mają najczęściej 20-25% tkanki tłuszczowej i jest to zdrowa norma. Im niższą wartość osiąga ten wskaźnik, tym więcej konsekwencji doświadczymy – u kobiet będą to chociażby zaburzenia hormonalne, które skutkować mogą zaburzeniami menstruacji. Młodym dziewczynom może się nawet wydawać, że to nie takie złe rozwiązanie i żadna tragedia… ale umówmy się, nasze ciała są, jakie są, bo realizują pewne cele i nic, co odbiega od normy, nie może być zdrowe – nawet jeśli zaoszczędza nam kilka dni bólu w miesiącu.

Czy tancerka może mieć tłuszcz?

Oczywiście, i każda ma. Nawet skrajnie wychudzone tancerki mają mimo wszystko kilka-kilkanaście procent tkanki tłuszczowej. Jeśli chodzi o tkankę tłuszczową o wartości takiej jak u normalnych polskich kobiet – to zależy. Według mnie w tańcu klasycznym, tym profesjonalnym, w zespole i na scenie, ta standardowa dla przeciętnej polskiej kobiety ilość tkanki tłuszczowej jest trochę za duża. Nie dlatego, że ja tak mówię, ale dlatego, że kanon wyglądu tancerki klasycznej jest taki, jaki jest i według mnie nie ma opcji na to, żeby się zmienił. Oczywiście, że dziewczyny w zespole nieco się od siebie różnią, ale wiem, że gdyby postawić obok nich amatorkę i ocenić ich sylwetki, to w większości przypadków bez problemu można byłoby ją wskazać – bo nie tylko rozmiar, ale też jakość ciała się liczy. Wiem, że znane są tancerki jak Misty Copeland, wokół której krąży legenda, jakoby mając bardzo wyróżniającą się figurę zrobiła olbrzymią karierę. I ja się tylko zastanawiam… jak to jest, że sławę zyskuje czarnoskóra biedna dziewczyna, która robi karierę mimo większego biustu, czy większych niż u innych dziewczyn nóg, a jednocześnie inna tancerka, białoskóra i „uprzywilejowana” Kathryn Morgan doświadczając choroby tarczycy przybiera na wadze i wzywana jest wielokrotnie na dywanik i zmuszana do schudnięcia… Czyli świat baletowy toleruje inne sylwetki czy nie? A może toleruje tam, gdzie można zrobić wokół tego medialną historię? I choć z całego serca cieszę się, że balet zyskuje na różnorodności i bardzo dobrze życzę Misty, to zastanawiam się, czy tak promowane historie nie służą przypadkiem głównie przypudrowaniu pewnych problemów w środowisku łzawą historią z „dream big” w tle.

Nie wierzę w to, że w zespołach baletowych pojawi się jako norma hm… mocniejsza sylwetka. Bo właśnie od tych mocnych sylwetek w tańcu się zaczynało i to upływ lat spowodował, że kanon baletowy się zmienił i figury dziewcząt również. Myślę, że nie o zmianę sylwetki należy w ogóle walczyć, a o zdrowie. O to, żeby dziewczyny były odżywione, nie miały niedoborów, nie chodziły osłabione i chore. A to według mnie jest w zasięgu, dzięki rozwojowi dietetyki, medycyny sportowej i większej świadomości problemów związanych z zaburzeniami odżywiania. Nie da się tańczyć i osiągać dużych sukcesów mając anoreksję, i trzeba zadbać o to, żeby wdrukować to w głowy uczennic szkół baletowych.

A ja? Czy jestem za gruba żeby tańczyć?!

Na pewno nie jesteś za gruba, żeby tańczyć. Czy ważysz 50 kg, 70 czy 120… Nie da się być za grubym do tańca, bo taniec jest dostępny dla wszystkich: pierwotny, naturalny, nieoceniający. Możesz być jednak za gruba tak w ogóle. Za gruba w porównaniu do swoich rówieśników, norm dla wzrostu i wieku. Nie, nie norm społecznych – norm medycznych. I choć z jednej strony uważam, że trzeba się akceptować, to idąc krok dalej – trzeba się akceptować, żeby się lubić i chcieć dla siebie dobrze. A tycie, jeśli jesteś powyżej tych swoich norm, nie jest dobre. I wtedy dobrze jest tańczyć, żeby nie być za grubą. Ja w ogóle mam problem z takim hurra-optymizmem i nawoływaniem do przekonania, że grube, tak patologicznie grube, jest piękne. Bo sorry, ale nawet jeśli dla kogoś piękne, to na pewno nie jest zdrowe. I mimo wszystko wolałabym, żeby z nadmiarem kilogramów walczyć, bo ani nadmiar tłuszczu, ani jego brak, tak po prostu nie są zdrowe, a wtedy względy estetyczne i indywidualne upodobania powinny zejść na drugi plan. W ramach wyjaśnień, nie mówię o nadmiarze w liczbie 5 czy nawet 10 kilogramów, a raczej kilkudziesięciu.

Bez względu na sylwetkę, jej wielkość i kształt, spokojnie możesz tańczyć i o ile nie wybierasz się do profesjonalnego zespołu baletowego – nie powinna ona stanowić dużej przeszkody. Oczywiście o ile Twoje ciało jest sprawne, ale uwierz, że 5 kilogramów w tę czy w drugą nie sprawi, że jakieś elementy taneczne czy akrobatyczne są lub nie są dla Ciebie dostępne. Jeśli układ kostny i mięśniowy – i każdy inny – działa prawidłowo, to w zakresie ZDROWEJ sylwetki, w różnej postaci, po odpowiedniej ilości treningu i oczywiście przy odpowiedniej dawce predyspozycji niezależnych od tkanki tłuszczowej, możliwe w tańcu jest właściwie to samo.

sylwetka taneczna

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

2 Replies to “Jestem za gruba, żeby tańczyć?! Sylwetka taneczna na tapecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *