Nagrania video tańca – oglądać czy nie?

Ostatni wpis o “Dziadku do orzechów” Bourne’a spotkał się z całkiem dużym zainteresowaniem, co mnie bardzo cieszy. Wiem, że wiele osób zdecydowało się na obejrzenie tego baletu i była to dla mnie inspiracja do tego dzisiejszego posta – właśnie nagrania video tańca. Mam na myśli zarówno całe balety, jak i rożnego rodzaju nagrania z konkursów i pokazów, które większość osób zajmujących się tańcem śledzi.

Największy plus tanecznych video to sam fakt, że możemy obejrzeć różne prace choreograficzne właśnie w Internecie lub telewizji. Nie ma wątpliwości, że gdyby nie nagrania, to nauka o tańcu by baaaardzo marnie stała. Rzeczywiście teoretycy tańca czerpią wiedzę o tańcu z zapisów choreograficznych, np. notacji Labana, jednak specjalistów zajmujących się odczytywaniem zapisu tańca jest tak mało, że nie można opierać się wyłącznie na nich. Obecnie wiedzę o tym jak tańczono dawniej czerpiemy również z nagrań oraz zdjęć. Czerpiemy z nich również inspirację – ja codziennie oglądam kilkanaście-kilkadziesiąt filmików tanecznych, zarówno tańca klasycznego, jak i salsy, bachaty, hip hopu i całej reszty, którą oferuje Instagram, Youtube i Facebook. Ze względu na moje studia i zainteresowania oglądam też w Internecie bardzo dużo spektakli, tych tańczonych kiedyś, tych tańczonych daleko – niestety nie mamy możliwości zobaczenia w Polsce chociażby spektakli Bourne’a czy mojego ukochanego baletu “Red Giselle”. Dlatego nagrania taneczne są ogromną szansą na rozwój naszej wiedzy, naszego gustu oraz czerpanie inspiracji do tańców, które sami tworzymy.

ALEEE… ale jest coś, o czym oglądając te nagrania najczęściej nie myślimy – i nie mam tu na myśli praw autorskich 🙂 Jest to narzucanie widzowi interpretacji. Niby niegroźna rzecz, ale jednak jest. Pomijam nawet to ile emocji towarzyszy oglądaniu tańca na żywo, to, że doświadczamy wówczas muzyki, atmosfery, odbieramy wyraźniej dyspozycję tancerza danego dnia… Ale przede wszystkim cały spektakl/pokaz oglądamy z tej samej perspektywy – miejsca, w którym siedzimy. Nagrania możemy podzielić na dwa typy: te nagrywane z jednego miejsca jednym urządzeniem oraz nagrywane z kilku kamer i montowane. Jako przykład podrzucam… nagranie mojego pokazu. To najbardziej nieudany występ w moim życiu i czasami chciałabym o tym zapomnieć, ale ponieważ dysponuję nagraniami obu typów to podrzucam porównanie (jakość tragiczna, wiem).

Na górze mam nagrany mój występ komórką mojej koleżanki (dziękuję!) – koleżanka stała pod sceną, więc nagrywa mnie od dołu, nie widać nóg i chwilami wygląda to jakbym tańczyła wolno i bez energii (to, że byłam przerażona liczbą osób na widowni to inna sprawa :D). Poniżej mamy filmik montowany, nagrywany z kamer rozmieszczonych w rożnych miejscach, ze zbliżeniami – zdecydowanie taniec wydaje się bardziej dynamiczny. Ale chyba coś umyka, prawda? Przecież kiedy jest zbliżenie na moją twarz, to moje ciało nadal tańczy – a tego już nie widzimy 🙂 Są plusy i są minusy – montowany filmik jest według mnie o wiele atrakcyjniejszy, są zbliżenia na twarz, a przecież mimika jest bardzo ważna, ale ktoś, kto to ogląda widzi ten mój taniec jednak trochę zdemontowany i pocięty wedle uznania montażysty. Filmik od koleżanki pokazuje mój występ z perspektywy, z jakiej moglibyście go oglądać będąc na tym wydarzeniu, jednak nie jest ona idealna…

Kolejny przykład, już z nieco poważniejszych występów to montaż “Dziadka do orzechów”, o którym ostatnio pisałam. Wrzucam krótki fragment:

I znowu – z jednej strony widzimy dużo szczegółów, mimikę, każdy gest osoby, którą oglądamy, ale z drugiej strony – na scenie tańczy duża grupa tancerzy, a my widzimy tylko Matron… A przecież choreograf nie bez powodu umieścił w tej scenie tyle osób, chciał nam coś przekazać, zwłaszcza, że grupa nie stoi i nie obserwuje Matron, ale również wykonuje w tym czasie choreografię ruszając się – przez montaż tego nie widzimy. Czy to są poważne konsekwencje? I tak, i nie. Nie, dlatego, że dobry montaż pozwala nam dostrzec wszystko wyraźnie i spektakl ogląda się całkiem przyjemnie, ale w konsekwencji montażysta narzucił nam skupienie uwagi na Matron, podczas gdy ktoś z nas-widzów mógłby być bardziej zainteresowany tańcem grupowym w tle.

Podsumowując – cieszmy się, że mamy Internet, w którym możemy obejrzeć właściwie prawie wszystko i korzystajmy z tego. Wiecie, jeśli obejrzeliśmy 3 balety w życiu to nie możemy powiedzieć jaki balet jest dobry, a jaki zły, ale jeśli obejrzeliśmy ich 3 tysiące to mamy nieco większe pojęcia na ten temat 🙂 Tym wpisem chciałabym tylko zwrócić uwagę na to, że oglądanie zmontowanych filmów zabiera nam trochę tej wolności interpretacji i wyboru tego, na czym chcemy skupić uwagę. Moja rada jest taka – oglądajmy w Internecie jak najwięcej, ale jeśli mamy okazję obejrzeć jakiś spektakl na żywo to zróbmy to, nie odbierajmy sobie tej przyjemności! 🙂

Ja na nowy rok mogę polecić doskonałe “Poskromienie złośnicy” w choreografii Johna Cranko w Teatrze Wielkim na początku lutego – to jeden z moich ulubionych baletów.

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments