Dobry 2018 rok, bye bye!

Tak, jak zazwyczaj nie podsumowuję roku, a tym bardziej nie robię postanowień noworocznych, tak w tym roku będzie – i jedno, i drugie. Bo ten 2018 rok był spoko. Choć jakbym miała go określić jednym słowem, to na pewno byłoby to słowo PRACA!

Co mi się udało w tym roku?

Taniec

W tej głównej kwestii, czyli tańcu, było hm… różnie. Zatańczyłam w kilku spektaklach, co wiązało się też z decyzją o odejściu z grupy, w której tańczyłam. Decyzja do podjęcia była ciężka, bo bardzo bałam się, że będę żałować, ale szczerze – nie żałowałam ani minuty i zapewne tak już zostanie. Brałam udział w projekcie ruchowym w Teatrze Wielkim, który też kończył się spektaklem na scenie Teatru – choć sam projekt dla mnie miał bardziej wymiar badawczo-teoretyczny niż taneczny. A potem bardzo chciałam odzyskać radość z tańca, nie brać udziału w żadnych projektach, próbach, tylko spontanicznie chodzić na zajęcia i tak minęło mi ostatnie pół roku. 2018 rok to też polubienie się z improwizacją i Gagą, mam nadzieję, że w 2019 będzie z tego przyjaźń!

Studia – teoria tańca

W tym roku skończyłam też moje studia z Teorii Tańca i tym samym chyba pierwszy raz od 9 lat nie studiuję! Tak wyszło, że skończyłam 4 kierunki, część z nich nakładała się na siebie i od matury non stop studiowałam. Bardzo chętnie poszłabym na jeszcze dwa, ale na chwilę obecną potrzebuję trochę ŻYCIA. Moja opinia o Teorii Tańca jest w sumie skrajna, z jednej strony to super studia, z drugiej – no niespecjalne. Dlatego nikomu ich doradzać lub odradzać nie będę. Napisałam i obroniłam pracę dyplomową o reinterpretacjach w tańcu na przykładzie twórczości Matsa Ek’a, może kiedyś rozwinę tę pracę do książki albo jakiegoś ebooka, ale chyba nie w najbliższym roku.

Recenzje

Studia z teorii tańca dają w sumie trzy możliwości rozwoju: historię tańca, badania nad tańcem oraz krytykę. Dołożyłabym jeszcze popularyzowanie, choć może można to dołączyć do jednej z tych trzech dziedzin? Mi chyba najbliżej do recenzowania i popularyzowania, no i ten rok był pod tym względem przełomowy – napisałam kilka recenzji dla Centrum Sztuki Tańca oraz dla portalu taniecpolska.pl. To efekt kilku zbiegów okoliczności, które z perspektywy czasu były super, bo pewnie gdyby nie one to baaardzo długo bałabym się zacząć pisać.

Praca

Tu po dłuższym czasie niefajnej pracy nadszedł jesienią czas na zmiany i rozpoczęłam nową pracę w dużej organizacji. Największy plus tej zmiany to dużo szerszy zakres obowiązków, co przy mojej osobowości jest konieczne, żebym nie umarła z nudy. Ta moja główna praca nie jest związana z tańcem, no i raczej ze względu na jej charakter na blogu nic o niej nie będzie – zajmuję się rekrutacjami, szkoleniami, employer brandingiem i innymi projektami HR. Do tego udało mi się  dodatkowo znaleźć pracę polegającą na pisaniu, co było moim marzeniem. I na dodatek nie w formie krótkich jednorazowych zleceń, a stałej długotrwałej współpracy. Ostatnio przez nową pracę i nadmiar wszystkiego trochę to pisanie ucierpiało, ale liczę na wyrozumiałość pracodawcy, bo czuję, że znowu mogę pisać, pisać, pisać.

Ten 2018 rok był zaskakująco dobry. A nie zapowiadał się, bo pierwsze 3 miesiące to było dla mnie straszne walenie głową w mur. Na szczęście zakończyło się wraz z zakończeniem toksycznych spraw w moim życiu, a ściślej – w momencie, kiedy ja SAMA je zakończyłam. 

To podsumowanie to tylko kilka punktów, ale za nimi kryje się praca po 16 godzin dziennie. Dużo determinacji, ale też dużo zmęczenia, które lubi odbijać się na ciele i głowie. Ale to był miły rok. Dużo obejrzanych spektakli, bardzo dużo poznanych ludzi, wygranie I nagrody w konkursie na tekst o tańcu organizowanym przez Polski Teatr Tańca w Poznaniu, sporo tańczenia i zaliczania kolejnych etapów w drodze do tego, kim chcę być. Uwierzyłam, że umiem pisać na tyle dobrze, że mogę to robić za pieniądze. Nauczyłam się ogromną ilość rzeczy, zwłaszcza w kwestii social mediów, pozycjonowania, copywritingu, pisania tak w ogóle. Były też wydarzenia przykre, trudni ludzie, zwłaszcza trudni ludzie ze środowiska tańca, co mnie raczej mocno zniechęciło do pewnych działań. Czuję, że to był dla mnie rok pełen sukcesów, ważnych dla mnie rzeczy. Jedyny zgrzyt to całe poświęcenie wynikające z focusowania się na czymś i jednoczesnym traceniu innych rzeczy. Z jednej strony realizacja tych wszystkich rzeczy była bardzo MOJA, a z drugiej każda wolna chwila była zdominowana przez stres i tryb zombie ze zmęczenia. Nadchodzący rok musi być przede wszystkim spokojniejszy. Postanowień konkretnych – nie ma. Są ogólne, związane z życiem, postawą na co dzień. 

A życzeń nie składam. Wydaję Wam tylko polecenie na 2019 rok – bądźcie dla siebie mili. Ale nie dla siebie nawzajem, tylko DLA SIEBIE SAMYCH. 

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *