Ałaaa, boli mnie noga! Czyli jak ogarnąć kontuzje u tancerzy-amatorów

Sport i kontuzje. Taniec i kontuzje. Znamy temat, co? Ja niestety znam aż za dobrze. Dziś napiszę mój punkt widzenia związany z kontuzjami, choć zaznaczam – że jest mój. Oparty na moich doświadczeniach, mojej sytuacji życiowej, finansowej, mojej skali miłości do ruchu i tak dalej. Dopuszczam myśl, że zalecenia lekarzy mogą być zupełnie inne 😉

Najgorsze są pierwsze dwie kontuzje.

Pierwsza, bo nie wiesz co robić, nie masz potrzebnych kontaktów, wydaje ci się, że to koniec przygody z tańcem.

Druga, bo dociera do ciebie, że to dopiero początek drogi kontuzji. Że po tej będzie kolejna. A po kolejnej kolejna.

Kontuzje wśród tancerzy-amatorów są ignorowane, wyśmiewane, a najczęstsza rada w odpowiedzi na narzekanie, że boli to „ojej, to przestań tańczyć, to nie będzie bolało”. Proste, co? 😉 Kontuzje w amatorskim tańcu nie rujnują kariery. Nie są traktowane na poważnie. Nie wiadomo też za bardzo co z nimi robić. Płacić, leczyć, wrócić do tańca – właściwie po co? Zostawić, niech się goi jak chce, najwyżej nie będę już tak sprawna – ale czy zniosę to?

kontuzje u amatorow

Boli mnie noga! Co robić?!

Postępowanie tancerza-amatora z bólem nogi  czy jakiejkolwiek innej części ciała podzieliłabym na 3 ścieżki:

– boli od dawna,

– doszło do urazu, napuchło trochę, boli bardzo, ale nie pogarsza się,

– doszło do urazu, w nogi wystaje ci kość/leje się krew/pół nogi ci zwisa.

Noga boli od dawna!

W pierwszym przypadku, kiedy noga, ręka czy plecy bolą od dawna, ale jest to ból słaby lub umiarkowany to…. nie poszłabym do ortopedy. Z całym szacunkiem do ortopedów – mi większość daje recepty na silne leki przeciwzapalne i nara. Przewlekłe umiarkowane bóle to robota dla fizjoterapeuty. Dobrego fizjoterapeuty. Po zbadaniu powinien mniej więcej ocenić w czym jest problem, a jeśli będą potrzebne dodatkowe badania to na pewno o tym powie. Ortopedzi, przynajmniej ci spotkani przeze mnie, najczęściej dają skierowania na prześwietlenia RTG, a jakby przepraszam, ale co ma pokazać rentgen u osoby, która na pewno nie jest połamana, bo boli ją od dawna…? Fizjoterapeuci, ci dobrzy! mają taką magiczną moc, że boli cię kolano, a oni nacisną biodro albo plecy i kolano już nie boli. Polecam.

Uraz! Ale trzyma się w kupie!

Drugi przypadek, kiedy coś się stało, doszło do naderwania mięśnia czy urazu stawu i napuchło, boli, widać, ze jest stan zapalny, to taką najważniejszą zasadą na sam początek obowiązującą ponad wszystkie inne jest: NIE NAPRAWIAJ TEGO. NIE ROZCIĄGAJ. To tak na początek… już ja dobrze znam to „coś mi strzeliło w mięśniu, to ja to rozciągnę może” – i rozciągając pogłębiamy uraz i zrywamy kolejne włókna mięśniowe. Zostawmy w spokoju i chwyćmy za telefon. Ja osobiście zaczynam od umówienia się na USG ortopedyczne, żeby ocenić co i jak. Następnie umawiam się do fizjoterapeuty (akurat przy obecnej kontuzji pomiędzy badaniem a fizjoterapeutą był też ortopeda, który wykonał mi punkcję i odciągnął nadmiar płynu). Czy zaczynać od fizjoterapeuty? Myślę, że to indywidualna sprawa, choć z moich własnych doświadczeń wynika, że jak toczy się duży stan zapalny to fizjoterapeuta niewiele będzie mógł naprawić. A zbadać warto, żeby wiedzieć czy doszło do urazu, który się sam cofnął, czy może uszkodzone zostały struktury, które trzeba naprawić chirurgicznie. W moim przypadku, tym obecnym, czyli wypadnięciu rzepki i nasilającym się stanie zapalnym, zaczęłam od USG kolana, następnie ortopeda usunął z kolana nadmiar płynu, dostałam silne leki przeciwzapalne i zapobiegające nawracającej opuchliźnie, a potem trafiłam do fizjoterapeuty, z którym pracujemy nad naprawieniem. Tylko żeby było jasne – z tym fizjoterapeutą to ja nie zwlekałam, byłam u niego 3 dni po wizycie u ortopedy.

Uraz! Wystaje, krwawi, zwisa!

Trzeci przypadek – ostry uraz, który nie pozostawia wątpliwości, że trzeba natychmiast udać się do szpitala. Wypadnięcie rzepki, która nie wraca sama na miejsce, silne skręcenie stawu, zerwanie mięśnia, złamanie… Ja z kolanem miałam okazję być na SOR dwa razy. Ujmę to tak: kilka godzin czekania w poczekalni po to, żeby zrobili mi prześwietlenie RTG, które nie pokazuje uszkodzeń tkanek miękkich… ja wiem, rozumiem, że na SOR ratują życie, ewentualnie gipsują, ale tu płynnie mogę przejść do kolejnego dylematu…

NFZ czy prywatnie?

…i ten problem trafia w sedno problemu tancerza-amatora związanego z kontuzją. Kiedy profesjonalista ma kontuzję, ma możliwość wzięcia zwolnienia lekarskiego, czasami ma możliwość korzystania z prywatnych uznanych klinik. Amator cóż… trochę głupio w pracy biurowej wziąć zwolnienie na kolano, trochę słabo płacić za wszystko, jeszcze gorzej korzystać z NFZ. Ja szczerze powiem, że korzystałam z oferty ortopedycznej na NFZ – dwa skręcenia kolana, jedno pęknięcie palca stopy, wizyty u ortopedów, fizjoterapia – i więcej nie zamierzam. W kwestiach ortopedycznych zawsze korzystam z prywatnych usług. Płacę. Część wydatków przychodzi łatwo, jak wiesz, że ktoś kompetentny się tobą zajmuje (à fizjoterapia prywatna), część trudno sobie wytłumaczyć (ceny badań…). Co bym zrobiła gdybym potrzebowała jechać na ostry dyżur ortopedyczny? Chyba mocno zagłębiłabym się w ofertę prywatnych szpitali ortopedycznych, które takie dyżury pełnią. Znam przypadki osób, które trafiły z urazem do zwykłego szpitala, potrzebna była operacja i po prostu pousuwali im uszkodzone części, gdzie z czasem okazywało się, że tak radykalne kroki nie były potrzebne. Jeszcze inną kwestią są terminy. Nie wyobrażam sobie, żeby w kilka dni na NFZ wykonano mi badanie, punkcję, żebym odbyła wizytę u ortopedy i zaczęła fizjoterapię, gdzie specjalista zajmuje się w tym czasie wyłącznie moim problemem. Wątpię w sens fizjoterapii kilka miesięcy po urazie.

Czy warto leczyć kontuzje u amatorów?

Myślę, że największym problemem związanym z leczeniem kontuzji amatorów są po prostu pieniądze. Bo to nie jest tania sprawa – jedna wizyta u ortopedy i badanie potrafią wynieść 500zł za pół godziny w gabinecie i nie, nie wychodzisz stamtąd wcale ze zrobionym rezonansem… Ceny fizjoterapii są różne, choć ja zawsze płaciłam co najmniej 120 zł za wizytę, a wizyt przy jednej kontuzji jest yyy dużo. Czy warto? Ja bym nie umiała żyć z wściekłością na siebie, że nie mogę tańczyć, bo zaniedbałam kontuzję, bo pożałowałam pieniędzy i nie wyleczyłam kiedyś czegoś, co było do wyleczenia. Według mnie – warto. Wiem, że czasami tych pieniędzy po prostu nie ma, ale tego wątku w tym wpisie nie będę rozwijać.

Czy jak wyleczysz tę kontuzję to będziesz mieć spokój? Tego życzę, ale chyba to tak nie działa. Jesteśmy coraz starsi. Uczymy się, pracujemy, a po wielu godzinach w pracy biegniemy na wiele godzin tańca… To nie ma prawa się skończyć dobrze 😀 Z każdą kontuzją zna się swoje ciało lepiej. Wie się, czy można czekać, czy trzeba pędzić do szpitala. I też chyba kolejne urazy przyjmuje się z większym spokojem… Ja teraz leczę kolano i widzę diametralną zmianę nastawienia w stosunku do naderwania mięśnia dwa lata temu. Bo z kontuzji, mimo wszystko, można wyciągnąć też dobre rzeczy, a jak się odpocznie, rozciągnie, zrelaksuje, to wróci się silniejszym. I bardzo doceniającym swoje ciało. Tak to działa. 

kontuzje u tancerzy

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *