Lęk przed ominięciem czasu na spełnianie marzeń

FOMO – Fear Of Missing Out. Lęk, że coś nas ominie. Czy FOMO może pomieszać się z marzeniami? Okazuje się, że może. Że myśl, że chwila przerwy od realizacji planów całkowicie zaprzepaści marzenia może zakorzenić się na dobre. Co wtedy? Wtedy najlepiej wdrożyć pewną jogową myśl, mówiącą, że kiedy masz mało czasu na jogę, zrób chociaż 10 minut, ale kiedy jesteś pewien, że nie masz na jogę ani trochę czasu, wtedy zdecydowanie powinieneś zrobić godzinę. Lęk przed tym, że coś nas ominie najlepiej zwalczać całkowitym poddaniem konieczności bycia, oglądania, zaliczania, doświadczania. Tak na chwilę!

W moim życiu marzenia to bardzo duża rzecz. Od wielu lat odhaczałam kolejne punkty na mojej liście marzeń i pragnień. Poza tą listą było też normalne życie. Poprzedni rok to praca na etacie, studia zaocznie, praca na zlecenie polegająca na pisaniu tekstów – średnio 50 tekstów miesięcznie, każdy na 2-3 strony w Wordzie. Do tego wpadające do napisania recenzje, prace zaliczeniowe na studiach. Blog, do którego podchodziłam z nadmierną ambicją. Teatr, dużo dużo spektakli tanecznych. No i tańce! Codziennie tańce, na które trzeba dojechać i wrócić… Gdybym miała podliczyć ile godzin dziennie zajmowały mi poszczególne czynności, to spokojnie wyszłyby pewnie 32 godziny dziennie. Ale przecież wszystko w imię marzeń! Prawda? Prawda.

No i przyszedł 30 grudnia, kontuzja kolana. Brak tańców, ale za to konieczność fizjoterapii. Nowa praca, w której trzeba ogarniać dużo bardziej niż w poprzedniej. Zawirowania – te najważniejsze – w życiu osobistym. I ta myśl: co z moimi marzeniami? Nie, nie tymi realizowanymi, ale tymi, na które nie starcza czasu. Ja mam tych marzeń bardzo dużo, tych przyjemnostek, których chcę doznawać, tych ważnych rzeczy, na których mi w życiu docelowo zależy.

I tak, to była decyzja. To nie działo się powoli, po prostu podjęłam decyzję – czas się zatrzymać. Poukładać, przewartościować. I nie ma wyjątków, nie ma kompromisów, nie ma zgadzania się na coś dla kogoś… Całkowite zatrzymanie, wzięcie oddechu i oczywiście – wszystkich konsekwencji tego zatrzymania. Przestałam tańczyć, przestałam prowadzić bloga, przestałam pisać dodatkowe teksty, przestałam pisać recenzje, a nawet przestałam oglądać spektakle. Moje życie najpierw ograniczyło się do pracy, jogi i fizjoterapii. A potem…. potem stopniowo zaczęło w nie wpadać światło, oświetlając dawno zapomniane obszary. Wpadanie światła nie jest łatwe. Oczy przyzwyczają się do mroku, rozróżniają w nim kształty, część kolorów. Ale kiedy zaczyna wpadać światło, zaczyna razić, a powstający kontrast sprawia, że to co ciemne, wydaje się jeszcze ciemniejsza. Tak można określić moje życie w tym roku, a raczej pewien etap, który musiałam przejść.

Czy było mi łatwo na moim urlopie od życia? Ojjj! Nie było łatwo, ale było warto. Wiadomo, że skupiając się na czymś, wybierając coś dla nas ważnego, rezygnujemy jednocześnie z całej reszty. Moja potrzeba zatrzymania się, odpoczynku, oznaczała zrezygnowanie ze sporej części mojego dochodu, osłabienie niektórych relacji, ryzyko, że nigdy na bloga już nie wrócę oraz oczywiście ryzyko, że całkowicie wypadnę z obiegu taneczno-recenzenckiego. Nie macie pojęcia jak trudno mi było odmawiać zleceń! A dziś, kiedy po kilku miesiącach przejrzałam skrzynkę blogową i zobaczyłam ile ciekawych propozycji tu spłynęło, to… Tak, taka jest cena. Dość wysoka, ale strasznie było warto. Wiem, czego mi brakuje, wiem, kim jestem, wiem, czego chcę od siebie, od życia. Wiem nie tylko co chcę brać, ale też co chcę światu dawać. 

I to drugie półrocze 2019 będzie z powrotem do pisania, ale rozsądnie, żeby był czas na jogę, na oddychanie, na malowanie, na ludzi, dużo czasu na ludzi. 

I tak, jestem znowu dostępna i gotowa do współpracy w zakresie pisania, promowania, relacjonowania i całej reszty! 🙂

lęk przed ominięciem

Znajdziesz mnie tutaj!
Facebook
Twitter
Instagram

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o